Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start
 
 
Z kim ja właściwie mieszkam?! Email
Oceny: / 9 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Ola Sanocka   
13.11.2006.

Zaczęło się. Gonitwa po mieszkaniu zawsze kończy się upadkiem na łóżko lub podłogę i dostąpieniem przeze mnie katuszy łaskotania…
Wyrywam się, ale On mocno chwycił za stopy i nie zamierza puszczać. Jestem za nim, więc ostatkiem sił wbijam mu „szpile” między żebra i w tym samym momencie padam na łóżko jak kłoda. Czuję tylko, jak krew napływa mi do nosa, a łzy leją mi się po policzkach. Co to było?!
Słyszę jego jęk.
- Boże, walnąłem Cię łokciem w nos! Przepraszam, Boże przepraszam! Nigdy nikogo tak nie walnąłem, nawet faceta żadnego!
Powoli ruszam głową. Przed oczami ukazują mi się czarne mroczki, czuję jak krew wypełnia cały nos. Z trudem wstaję i biegnę do łazienki. Nachylam się nad wanną i w tym samym momencie cała jej powierzchnia pokrywa warstwa czerwieni. Drżącymi rękoma odgarniam z twarzy włosy i mówię do niego, żeby przyniósł lód. Brak reakcji.
- Przynieś lód! - krzyczę.
Kątem oka spoglądam w stronę drzwi. On leży na podłodze.
- Gdzie jest lód? – mamrocze.
- Jak to gdzie?! W zamrażalniku!!! – tracę powoli cierpliwość, a On bełkocze, że nie jest w stanie pójść, bo zaraz zemdleje.
Pięknie. On zemdleje. Ja się wykrwawię. I znajdzie nas sąsiad, kiedy po tygodniu nasze ciała zaczną gnić.

Jedziemy taksówką. Trafił się kierowca przewodnik.
- Daleko do Rydygiera? – pyta On. Ja się nie odzywam. Trzymam się za nos, a to już i tak jest ponad moje siły.
- No wie pan, to jest tam, gdzie kiedyś było…
- Nie, nie wiem, nie jestem z Krakowa. Wystarczy, jak pan powie, czy daleko czy nie – odpowiada On. Ja opieram głowę o fotel, bo trochę kręci mi się w głowie.
- No wiec powiem panu tak, że daleko jak na miasto, a jak nie na miasto, to blisko.
No to niech będzie to blisko nie blisko, myślę sobie, byleby szybko. Jedziemy, a taksówkarz:
- Skoro państwo nie z Krakowa, to pewnie nie wiedzą, że teraz właśnie przekraczamy magiczną granicę miasta. Po prawej AWF, a po lewej Politechnika – brak reakcji z naszej strony, ale taksówkarz się nie zniechęca. – A jak Rydygiera budowali, wiedzą państwo? Chyba z 20 lat im to zajęło, bo to moloch straszny, a przecież po 10 latach to w szpitalu tyle zarazy, że się wyplewić nie da. Powinni zburzyć i od nowa stawiać - zakończył swój wywód taksówkarz. 
To może zanim zburzą, niech najpierw obejrzą mój nos, myślę sobie.
*
Ostry dyżur.
- Co się pani stało? – pyta mnie młoda pani laryngolog.
- Dostałam łokciem w nos.
- Hmhmhm, nie wygląda to źle, ale dla pewności trzeba zrobić rentgen.
Idziemy na rentgen.
- Co powiedziałaś tej lekarce? – pyta On.
- No, powiedziałam prawdę, że mi przyłożyłeś łokciem w nos.
- Wyszło na to, że cię leję. Nie mogłaś powiedzieć, że walnęłaś się w drzwi, albo coś.
To by dopiero był ewidentny przykład przemocy w rodzinie! Walnęłam się w drzwi. Tekst wzięty prosto z reklamy społecznej, normalnie, bo zupa była za słona.
Znowu u pani laryngolog, już ze zdjęciem.
- Złamany. Definitywnie złamany – mówi lekarka.
- I co teraz? – pytam przerażona.
- Teraz będziemy nastawiać…
A zaraz potem ja się zastanowię, z kim ja właściwie mieszkam.
*
Epilog:
Leżę w łóżku i odbieram telefony.
Mama: - Co wy tam robicie w tym Krakowie?
Siostra: - Masz całą głowę w gipsie?
Jego mama: - Lał Cię?
Kuzynka: - A pręgi na plecach też masz?
Przyjaciółka: - Ale masz zdjęcie jako dowód w ewentualnej sprawie rozwodowej?
Moje odpowiedzi: Nic, Nie, Nie, Nie, Tak.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!