Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start
 
 
Email
Oceny: / 3 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Jakub Nowak   
25.04.2007.

Prosto w serceZdarza się czasami tak, że idąc sobie ulicą Jana wchodzę do kina i ładuję się na pierwszą lepszą salę ze świeżym biletem, ale za to bez żadnych oczekiwań i wątpliwości. Tak się zdarzyło w przypadku filmu pod tytułem "Music & Lyrics", w którym główną rolę gra Hugh Grant, wespół z Drew Barymore. Gatunek tego filmu można jednoznacznie określić jako filmzhughgrantem i też na taki film przygotowałem się, kiedy tępa muzyczka pop z lat 80. wypełniła salę kinową.


Tu zatrzymam się na chwilę, żeby, jak zwykle, wyrazić swoje głębokie poszanowanie dla pana tłumacza, któremu tytuł "Muzyka i słowa" nie leżał zbyt dobrze na umyśle, i na ekranie wyświetla się tytuł "Prosto w serce". Mimo tego jednak Hugh Grant nie gra tam snajpera biorącego udział w obronie Stalingradu przed Drew Barymore w roli niemieckiego oficera.

Film opowiada o byłej gwieździe, która ma straszną ochotę wrócić do prawdziwej muzyki ("prawdziwej", czyli dochodowej, nie "prawdziwej", czyli granej w garażu przez ludzi nie mających w domu prysznica i bez przerwy mówiących o Syjonie). Alex Fisher należy do ludzi, którzy przeżyli swoje złote lata w dosyć długim okresie, kiedy fryzura na kotlet oraz nazwy zespołów takie jak "Flock of Seagulfs", czy "Bananarama" były uważane za co najmniej tak cool jak dziś otyły Afroamerykanin obwieszony błyskotkami na miarę Elizabeth Taylor. Jest to też grupa ludzi, których prawdopodobnie łatwo rozpoznać po tym, że nie oglądają telewizji w obawie, że mogliby trafić na jeden ze swoich teledysków.

Tak, czy inaczej do Alexa zgłasza się gwiazdka w stylu wczesnej Britney, chcąca nagrać z nim piosenkę, pod warunkiem, że to on ją napisze. Aleks bierze się do roboty, przez przypadek zatrudniając do pomocy swojego ogrodnika, czyli Sophie Fisher (Drew B.)

A dalej jest już tak jak było, czyli Notting Hill, tylko w drugą stronę, okraszone muzyką retro-pop, rzewnymi kawałkami o miłości i całą masą bardziej lub mniej śmiesznych żartów na temat show businessu.

O aktorstwie nie ma co pisać. Panna Barymore jest przekonująca dostatecznie, Pan Grant jest taki jak zwykle. Może i każda jego rola jest taka sama, ale mimo wszystko lubię faceta, którego on kreuje na ekranie od wielu, wielu lat.

To film z Hugh Grantem i jako taki go traktujcie.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!