5500 studentów na 10 hektarach. Oznaczało to, że Milówka licząca 4300 mieszkańców zwiększyła swoją liczebność ponad dwukrotnie. - Około 3500 biletów sprzedaliśmy w Krakowie. Prawie dwa tysiące doszło już bezpośrednio w Milówce. Przynajmniej połowa studentów przyjechała specjalnym pociągiem rajdowym. Reszta na własną rękę - mówi Monika Pszonka ze sztabu organizacyjnego. Z przyczyn fizycznych nie mogliśmy być wszędzie i wszystkiego widzieć. Na przykład dopiero później dowiedzieliśmy się że studenci zostali uroczyście przywitani (orkiestra) przez władze Milówki.
Co działo się dalej? Szturm na teren rajdu. Przy każdym wejściu czekały patrole rajdowe, które legitymowały uczestników. Bez biletu nikt nie mógł wejść. Potem pojawił się dylemat, gdzie rozbić namiot: - Tu! Nie, tam! Ja chcę koło drzewa! Gdy jednak zaczęło brakować miejsca każdy rozbijał się na pierwszej lepszej płaskiej powierzchni. Najodważniejsi umiejscowili się nad rzeką. Powstało bardzo gęsto zbite miasteczko namiotowe nad którym górował duży namiot Lecha, sponsora rajdu. Naprzeciwko niego scena, miejsce konkursów, występów zespołów i punkt informacyjny. Według wielu te dwa obiekty były zbyt daleko od siebie oddalone, co w momentach intensywnie padającego deszczu w sobotę i niedzielę powodowało pustki pod sceną. - Namiot postawiony taki kawał od sceny, i do tego bez podłogi! Ludzie zamiast pod sceną siedzieli w sobotę kilometr w tyle - napisała Dorota na stronie rajdu w Księdze Gości.

Niestety, nie dopisała pogoda, która - jak mówił na naszej stronie szef rajdu Marcin Styrna - jest połową sukcesu. O ile jeszcze w piątek przy pięknej pogodzie wszyscy bawili się nad rzeką, to w sobotę z samego rana powitał nas rzęsisty deszcz. Spora część osób poddała się i stwierdziła, że w takich warunkach zabawa na świeżym powietrzu nie ma sensu. Spakowali się i opuścili Milówkę. Niektórzy narzekali, że organizatorzy nie przewidzieli, że liczna grupa może opuścić teren rajdu wcześniej. Kolejny wpis z Księgi Gości: - To było oczywiste, że jak zacznie padać to duża część osób się zbierze wcześniej, żeby dodatkowo nie tłoczyć się w niedzielnym pociągu. A Wy co? Nawet nie raczyliście powiadomić PKS czy PKP, że będzie bardzo prawdopodobna masówka w sobotę i niedzielę (Krzysztof Janda). W niedzielę nie było jednak żadnej masówki, pociąg rajdowy był luźny a miejsca siedzące można było sobie wybierać. Na PKP narzekają też organizatorzy. - Zawsze mamy z nimi problemy, nigdy nie chcą podstawić więcej wagonów - mówi Styrna.

Studenci wytykają minusy ale jest to konstruktywna krytyka. Przeważa jednak ogromna liczba głosów zadowolonych. I to na rajdzie było widać, wszyscy uśmiechnięci, dobrze bawiący się przy muzyce, koncertach, piwku i czasem czymś mocniejszym. Wśród poprzebieranych ludzi trudno było znaleźć kogoś, kto by się nie uśmiechał. Sporym minusem był jednak prowadzący ze sceny. Głupie żarty i brak dobrej komunikacji ze studentami. Wspomniana Dorota: - Beznadziejne prowadzenie, nie to co przez ostatnie lata, a wiem co mówię, bo byłam już 11 razy!

Konkursy, konkursy. Nie mogło ich oczywiście zabraknąć. Sportowe odbywały się już od rana w piątek: piłka nożna, siatkówka i trochę alternatywne sporty: zabójczy bieg, rzut beretem i byle czym. Konkursy ze sceny: picie piwa na czas, na piosenkę rajdową i oczywiście na najbardziej niepotrzebną rzecz na rajdzie. Niektórzy mówią, że część konkursów się nie odbyła, ale musiało im coś umknąć. Szef rajdu dementuje plotki: - Konkurs na piosenkę wygrał utwór zatytułowany „Chyba się napije” - mówi Marcin Styrna. - A najbardziej niepotrzebną rzeczą okazała się... żona! W nagrodę dostała bilet lotniczy. Na szczęście z przelotem w obie strony. Drugie miejsce zajął student z patrolu rajdowego.

Koncerty. Były, były, a jakże! W pierwszy dzień było grzecznie i sympatycznie. Na powitanie zagrały lokalne zespoły ludowe i folkowe. Wieczorem swoje umiejętności pokazywały kapele studenckie wyłonione z przeglądu przedrajdowego. W piątek na scenie pojawiły się bardziej znane zespoły, między innymi Tabu i Natural Dread Killaz oraz studencki Dreadrock. Sobota to dzień gwiazd - Akurat i Koniec Świata. Akurat nie zawiódł i zgromadził spore tłumy przed sceną. Pozostałe zespoły nie były jednak gorsze, a według niektórych nawet lepsze.

Pozostałe atrakcje? Zapowiadany był paintball, zjazd na linie i ściana wspinaczkowa (zorbing odpadł). Niestety na czas tych atrakcji przypadła deszczowa sobota. Mimo tego znaleźli się śmiałkowie, którzy uzbrojeni w karabinki gonili po lesie i strzelali do wszystkiego co się rusza, czyli do siebie nawzajem. Firma obsługująca powyższe atrakcje przygotowała wszystko jak należy i studenci nie zrobili sobie krzywdy, chociaż niektórzy mieli
niecne zamiary.
Niestety doszło do kilku kradzieży. Niektórzy stracili swoje plecaki. Pomimo szczelnej ochrony na teren rajdu dostawały się nieuprawnione osoby. Mieliśmy ogromne problemy z miejscowymi - mówi Pszonka. - Już po wyjeździe studentów i wstępnym posprzątaniu terenu rajdu, parę osób wjechało samochodami i zabierali wszystko co wpadło im w ręce.
Było więc kilka minusów. Nie ma imprezy doskonałej. Ale nikt nie odbierze radości i zabawy studentom, którzy czerpali ją pełnymi garściami z XLV Ekstrawaganckiego Rajdu Politechniki Krakowskiej. Wystarczy poczytać przytłaczającą liczbę pozytywnych wpisów w Księdze Gości. A już za rok kolejny, XLVI rajd. Na razie jeszcze bez nazwy.