Po prostu liga mistrzów!
Miejsce akcji: halowe boisko piłkarskie klubu Grzegórzecki, znane też jako Arena auf Grzegórzki, lub bardziej z węgierska: Grzegórzkasz. Nazw wiele, ale miejsce to samo, jedyne w swoim rodzaju. Choć pokryte kolorową wykładziną, nie można tu mówić o perskim dywanie, raczej o piaszczystej arenie rzymskiego Koloseum. Krew leje się tu często i gęsto, a strzelony gol ma swoją cenę: od siniaków, przez pokaleczone kolana, do skręconych kostek. No może bez przesady — to jednak piłka, a nie rugby. Tu toczą się rozgrywki "IV Krakowskiej Ligi Halowej LEXMARK". Tu zarówno studenci, uczniowie, jak i pracownicy krakowskich firm przeżywają swoiste katharsis podczas 40-minutowych meczów. Reggowcy i inni
 3 grupy po 11 zespołów, najprzedziwniejsze kolektywy kopaczy-pasjonatów. Grają studenci z różnych kierunków — stereotyp, że ci z informatyki to łamagi, a ci z AWF to atleci weryfikuje boisko. Ekipy z różnych klimatów. Reggowcy z Jah Creation, oszołomy z Ence Pence Squad, żądni krwi piraci z Jolly Roger i inni. To tu możesz zmierzyć się z drużyną TP S.A., jeżeli ostatni rachunek za internet przyprawił cię o atak epilepsji, a w ostrej przepychance z KFC Team wyrazić swoje zdanie na temat fast foodów. Do tej gry trzeba mieć charakter, ale i sportowe podejście — twarda to walka, ale z zasadami. Gra szybka, dynamiczne zwroty akcji, a na ilość zdobytych bramek nie można narzekać. Piłkarze dają z siebie wszystko! Często kosztem zdrowia, ale i na to są sposoby: — Maść i czekać, od czasu do czasu bolące miejsce pocierać kotem — „fachowo” radzi Baca, student fizjoterapii (UJ), pirat z Jolly Roger.  Miron | - Tu gra się o coś: o punkty, miejsce w tabeli, prestiż czy nagrody, co znacznie podnosi rangę meczy i poziom emocji. Zgłosić się może każdy team, ale raczej nie są to rozgrywki dla graczy kopiących się po czole, przypadkowo zgarniętych z przystanku. Może i czwarta, ale jednak liga jest liga! mówi Miron, student prawa (UJ), opiekun rozgrywek i zawodnik Ence Pence Squad. |
Dziewczyny przy liniach
 Wielu graczy zna się z podwórka czy szkoły, choć grają teraz w różnych ekipach. Są też tacy, co przewinęli się, jak rasowi zawodnicy ekstraklasy, przez wiele drużyn. — Ja to chyba jestem hitem ligi. Gdzie ja nie grałem! Ile transferów! Oczywiście zawsze za odpowiednio wynegocjowaną kwotę oranżad i batonów „Grześ” — żartuje Speed, student psychologii (UJ), obecnie zawodnik Ence Pence Squad. Grających wspierają stojące przy bocznych liniach dziewczyny. Od razu poznać grajka, który przywlókł swoją dziołszkę na stadion. W wojowniczym amoku walczy o każdą piłkę, czasami zapominając o taktycznych założeniach drużyny. Taki kamikadze staje się albo klinem rozbijającym obronę przeciwników, albo w miłosnym pląsie hasa obok linii bocznej, kiedy jego drużyna przeżywa bombardowanie Sajgonu. Najlepszy klimat jest wieczorem, kiedy światło z czterech reflektorów pada na boisko — po prostu liga mistrzów!
Piraci z Jolly Roger
 Załoganci tej pirackiej łajby z pewnością w dzieciństwie wpadli do gara pełnego grogu, gdyż ich zachowanie odstaje od norm przyjętych na stadionach świata. Sami sobie wytwarzają klimat i oprawę meczu. Do gry zagrzewa ich muza z zaparkowanego nieopodal murawy samochodu, najczęściej patetyczne i wzniosłe hity z „Piratów z Karaibów”. Przy liniach bocznych ich hiszpańskie dziewczyny i królowe Tortugi, których wsparcie często jest mocniejsze niż salwa z trójpokładowca. Czapki, flagi, gadżety i masa śmiechu, ale przy tym skupienie, wola walki i pełna mobilizacja. Z reguły żarty kończą się przy pierwszej straconej bramce, bo wtedy zaczyna się rzeźnia jak podczas abordażu, z której wychodzą zwycięsko lub idą na dno. Tak czy siak, zabawa jest przednia, a i sportowe emocje zapewnione. — Że niby za starzy jesteśmy na takie ceregiele? A przeciągnąć kogo pod kilem? — grozi Pacyna, boiskowy brutal, student elektroniki i telekomunikacji (AGH). Nie jest to jednak chaotyczna banda, zagubiona pośród fal piłkarskiego oceanu. Organizują się na internetowym forum, gdzie ustalają sparingi i treningi wchodząc w komitywę z zaprzyjaźnionymi drużynami, gromadzą siły przed ligowymi meczami oraz, co dla pirata bardzo ważne, umawiają się na kufel rumu w krakowskich „tawernach”.
 Jolly Roger iście pirackie facjaty! Góra, od lewej: StarPac, Bunia, Cięciwa, Pacyna, Baca. Dół, od lewej: Gondzior, Toluś, Carlito
Piłkarska brać
Granie w IV KLH LEXMARK to coś więcej niż wyjście z kolegami na podwórko. Tu gra się o punkty, miejsce w tabeli i prestiż. Jednak najpiękniejsza rzeczą w tym całym zamieszaniu jest to, że grający tworzą jedną, wielką piłkarską brać. Prawie każdy mecz, choćby nawet przypominał sceny z filmu „300”, kończy się uściskami dłoni i wzajemnymi gratulacjami — dla zwycięzców za wynik, dla przegranych za waleczną postawę.
Gdzie i za ile można pograć? Beton areny, twardo i niebezpiecznie, ale za darmo. Granie w zimie raczej odpada: — przy ul. Piastowskiej — przy ul. Bydgoskiej — i wiele innych rozsianych po całym Krakowie Boiska, wykładzina lub sztuczna murawa, w zimie pod balonem, ale cena rośnie: — KS Grzegórzecki, al. Pokoju — 100 zł/h małe, 130 zł/h duże — KS Cracovia, ul. Wielicka — 180 zł/1,5h — Sport J&J Center Skotniki, ul. Winnicka — 220 zł/1,5h Hale sportowe, parkieto-laminat: — hala Politechniki Krakowskiej — 120 zł/h — hala AGH — 80 zł/1,5h — hala w Zielonkach — 100 zł/h — hala w Piekarach — 85 zł/h — hala w Zabierzowie — 110 zł/h — sale gimnastyczne różnych krakowskich szkół | Piotr „Bunia” Rąpalski
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
|