"Zboczeńcy" z Internetu
- Wow! To Ty naprawdę istniejesz! – Krzyknęłam na widok Małgosi, która podjechała pod mój dom trochę przed czasem. Radosna, opalona, filigranowa blondyneczka przed trzydziestką. – Poczekaj, muszę się jeszcze wrócić. Zapomniałam czegoś. – Na widok ogromnej ilości biżuterii, którą była obwieszona, zdecydowałam, że warto wrócić chociaż po kolczyki i łańcuszek. - No to jedziemy. Mój chłopak pracuje w RMFie, mam mnóstwo płyt, wybierz którąś ze schowka i jazda. – Małgosia od początku zachowywała się swobodnie, jakbyśmy znały się od lat. – Do Ustronia powinnyśmy dojechać w jakieś 2 godzinki. – powiedziała z uśmiechem.

Ludzie z sieci
GoldenLine to społeczność internetowa, która stworzona została z myślą o rekrutacji online. W ciągu 2 lat istnienia, portal ten jednak uległ znacznym modyfikacjom. Obecnie stanowi forum wymiany doświadczeń i wspólnego rozwiązywania problemów dla aktywnych zawodowo specjalistów z różnych branży. Ludzie dobierają się w grupy według pasji, wykonywanego zawodu, czy miejsca zamieszkania. Nigdy w życiu się nie spotkali, a mimo to dzielą się swoimi problemami, rekomendują pracowników, bądź firmy do współpracy, nawiązują przyjaźnie. Jacek, jeden z użytkowników wpadł na pomysł by zorganizować I Ogólnopolskie Spotkanie GoldenLine w Realu. W ciągu kilku dni zgłosiło się 80 osób. Byłam jedną z nich.
Szczerze mówiąc nie należę do zwolenników zawierania znajomości w sieci. Uważam, że nic nie zastąpi osobistego kontaktu, uścisku dłoni, czy uśmiechu. Nie udzielam się na forach, nie bywam na czatach, gadu gadu używam jedynie do wymiany krótkich i konkretnych informacji z przyjaciółmi. Cierpię jednak na nieustanny głód nowych znajomości i wrażeń, dlatego zdecydowałam się na ten wyjazd, o którym oczywiście dowiedziałam się przez zupełny przypadek. Musi to być ciekawe. Tylu ludzi z całej Polski, którzy nigdy się nie widzieli, decyduje się na wspólny, pełen szaleństw i przygód weekend. Jadę. Okazało się, że nie jestem jedyną osobą, która przybędzie z Krakowa. Otrzymałam mail od dziewczyny, która zaproponowała, że przyjedzie po mnie swoim samochodem i razem dojedziemy do hotelu Tulipan w Ustroniu koło Wisły. Dla mnie super. Małgosia okazała się doskonałym kompanem na dalekie trasy. Integracja na pięterku Oficjalne powitanie i spotkanie z zarządem GoldenLine miało odbyć się podczas kolacji o 20:30. Do tego czasu mieli zjechać się już wszyscy uczestnicy. Z Małgosią byłyśmy w Ustroniu już o 14, dlatego to my stałyśmy się inicjatorkami przełamywania lodów.
Hotel miał dwie gwiazdki. Przypominał mi trochę te socjalistyczne ośrodki, do których w podstawówce jeździło się na zielone szkoły. Na każdym piętrze mały holl z ławą i krzesełkami po środku, dwa fotele z tapicerką z Kalwarii i stary telewizor, który odbierał tylko programy po niemiecku. Jedynie na pierwszym piętrze nie było emerytów z Reichu, dlatego właśnie ten holl wybrałyśmy na miejsce integracji. Przyniosłyśmy soki, paluszki oraz trunki, które od lat służą przełamywaniu wszelkich barier. Z każdym kwadransem przybywało nowych uczestników. Nie mogłam się nadziwić temu tygielkowi osobowości.
Ania, 35letnia, spełniona kobieta sukcesu z niezwykłą klasą, właścicielka jednej z większych w Polsce firm telemarketingowych, szczęśliwa matka 11letniej Korin. Robert, budowlaniec, przywitał się i poszedł od razu zdrzemnąć się do pokoju po ciężkim tygodniu pracy. Janusz – przypakowany dziennikarz sportowy, który przywiózł Madzię – długonogą fotomodelkę i panią prawnik renomowanej kancelarii w Warszawie zarazem.
Aleksandra, na pierwszy rzut oka groźna, pani prezes firmy dystrybuującej sprzęt medyczny. Grzegorz, kierowca rajdowy, instruktor jednej z 3 istniejących w Polsce szkół doskonalenia jazdy. Julia i Marcin, studenci, przyjaciele ze szkolnej ławy, pracownicy redakcji fotka.pl . Tak różni ludzie nigdy nie spotkaliby się w jednym miejscu. Dzięki Internetowi, dostali szansę by zintegrować się z osobami z zupełnie innego świata niż ich własny. Każdy z innym bagażem doświadczeń, z inną historią, z innym temperamentem.
- To Wy wszyscy jesteście z Internetu? – swoim komentarzem wywołałam śmiech na sali. – Tak, Agatko. Jesteśmy na tyle szaleni by umówić się z obcymi ludźmi z całej Polski na weekend w Ustroniu.- dogryzł mi Artur, któremu kilka minut wcześniej mówiłam o tym, jak to naoglądałam się programów w telewizji o starych, zboczonych onanistach, którzy podają się za kogoś zupełnie innego i nawiązują fikcyjne znajomości w sieci. – I wszyscy jesteśmy zboczeńcami z Internetu! – To zdanie zostało podchwycone i przewijało się już przez cały wyjazd, a każdy wypominał mi brak wiary w nowe technologie i nowe możliwości nawiązywania ciekawych kontaktów. Silniej niż w realu Oni naprawdę się zaprzyjaźniają przez ten Internet! Większość uczestników kojarzyło się ze zdjęć, czy też wspólnych rozmów na forach. Byłam właściwie jedną z nielicznych osób, które nie miały na swoim koncie żadnych postów czy też nie były inicjatorami nowych tematów. Współczesny pracownik umysłowy siedzi minimum 4 godziny dziennie przed komputerem. W perspektywie całego roku, to naprawdę spory kawałek życia. Pomiędzy wypełnieniem jednego raportu, a wysłaniem kolejnego maila, zawsze znajdzie się chwila by sprawdzić, o czym toczy się rozmowa w ich grupie na www.GoldenLine.pl. Sieć sprzyja większej otwartości, co sprawia , że więzi w niej powstałe mogą okazać się mocniejsze niż te, które tworzymy w realnym życiu. Najlepszym przykładem jest historia Joli, która jadąc w służbową delegację, miała wypadek samochodowy pod Poznaniem. Do kogo zadzwoniła? Do nikogo innego, tylko do chłopaka z Poznania, którego zna właśnie z GoldenLine. Nigdy w życiu nie widziała go na oczy. Są z jednej branży, w sieci rozmawiają na tematy służbowe, wymieniają się doświadczeniami. Zwróciła się do niego o pomoc w krytycznej sytuacji, pierwszy raz usłyszała jego głos w słuchawce. Tomek zwolnił się z pracy, wziął kolegę i przyjechał na miejsce wypadku. W Ustroniu Jola spotkała go drugi raz w życiu, a wyglądali jakby przyjaźnili się od lat.  W kłębach dymu bez krawatów Do kolacji byliśmy już wielką zgraną paczką. Zarząd przywitał nas bardzo gorąco. Otrzymaliśmy koszulki, smyczki z identyfikatorami oraz ostatni numer CMO – magazynu dyrektorów marketingu, w którym zamieszczony był wywiad z Marcinem Pytlem, prezesem GoldenLine. Gabriela Żółtaniecka, redaktor naczelny CMO, jest jednocześnie rzecznikiem prasowym portalu GoldenLine i to ona poprowadziła całą oficjalną część wieczoru.
- Palił ktoś kiedyś sziszę?- swoim pytaniem znów rozluźniłam atmosferę. Zdążyłam się już zorientować, że w piwnicy hotelu jest przemiła, arabska knajpka. Wszyscy udaliśmy się do niej zaraz po kolacji. Niskie ławy, poduchy do siedzenia na podłodze, kiczowate lampki, dające czerwone, przydymione światło, ręcznie tkane dywaniki na ścianach, odurzający zapach smakowego tytoniu palących się sisz i ta arabska, monotonna, wprawiająca w swoisty trans, muzyka – to wszystko tworzyło atmosferę sprzyjającą długim rozmowom, integracji i niesamowitemu relaksowi. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam się z tak ogromną kumulacją pozytywnej energii. Każdy otwarty na drugiego człowieka, na jego historię, totalna szczerość i (o dziwo!) bezinteresowność.
- O jejku! A ja wziąłem krawat i garnitur. W końcu GoldenLine to społeczność biznesowa…. A tu tak luźno i przyjacielsko – wyznał Marcin i zaraz potem poderwał mnie do tańca. Tuż za ścianą arabskiej knajpki, była świetlica, która zarezerwowana była dla naszych potrzeb. Był DJ, było i karaoke. Ponieważ średnia wieku wynosiła trzydzieści lat, w repertuarze znajdowały się same szlagiery. Tym razem jednak nie krzywiłam się, gdy usłyszałam „czerwone korale”. Zabawa i rozmowy w kłębach dymu trwały do 5 rano. Następnego dnia czekał na nas ogrom atrakcji. Bajecznie góralsko Budzę się o 10. Patrzę przez okno. Czy ja śnię? Na polu bielusieńko. W Ustroniu spadł pierwszy śnieg. Już wiadomo, że z zaplanowanej wyprawy do parku linowego nici. Autokar wynajęty, więc gdzieś trzeba jechać. Decyzja zapadła. Wisła. Hotel Gołębiewski, park wodny. Przyjeżdżamy na miejsce. Do Aqua Parku idzie… 8 osób. Gdzie reszta? Ktoś zna w Wiśle drewnianą, góralską knajpę , gdzie dają pyszne jedzenie. Tam spędzamy pół dnia. Wieczorem w hotelu grill, pieczenie świni, kapela góralska i dalsza integracja. Choć brak już sił, przenosimy się do naszej świetlicy i tam dalej się bawimy. Jacek, nazwany przez nas Ojcem Organizatorem, wręcza każdej z pań po czerwonej róży i zaprasza do śmiesznych gier na parkiecie. Euforyczna atmosfera zachęca prezesa GoldenLine do odtańczenia show na stole. DJ puszcza Makarynę, wszyscy w momencie są już na parkiecie. Dla zmęczonych bilard na pięterku. Nawet nie wiem, o której się położyłam. Pamiętam tylko dobiegające z korytarza dźwięki gitary i zachrypły głos Roberta, który dopiero pod koniec wyjazdu zdecydował się odkryć przed nami swój talent.  Mission complete Rano w niedzielę pobudka. Wspólne śniadanie i wyprawa na wybory. Jacek przypominał na forum przed wyjazdem, by wszyscy wzięli zaświadczenia uprawniające do głosowania poza miejscem zameldowania. Ustroń małe miasteczko, pełne moherowych beretów. Czuliśmy się niczym bojówka PO, zwartą grupą maszerując do pobliskiej szkoły by spełnić swój obywatelski obowiązek. Taka wspólna misja była zwieńczeniem tej weekendowej integracji.
Ogłoszenie wstępnych wyników wyborów też oglądaliśmy razem. Jednak już każdy w swoim domu, przed własnym komputerem. Jeszcze parę godzin temu razem, a teraz znów w sieci. Platforma wygrała! To w końcu również nasz sukces. Ktoś wrzucił posta – „Razem możemy wszystko!” Następny zjazd w maju. 
Agata Grabowiecka
|