Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Styl życia arrow Uwaga, dziecko!
 
 
Uwaga, dziecko! Email
Oceny: / 2 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Alina Ożarowska   
11.08.2008.

Nie planowałam ciąży, ale stało się?

Uwaga, dziecko!

Okres studiów jawi się jako czas niekończącej się zabawy i beztroski. Pieluchy to ostatnia rzecz o jakiej myśli student. Jednak bywa i tak. Pojawia się Ono: najpierw malutka fasolka, z czasem coraz większa, aż rodzi się wielki mały człowiek. Tak mały, że strach wziąć go na ręce. I tak wielki, bo potrafi w sekundę zawładnąć sercami innych. Studenckie rodzicielstwo, najczęściej nieplanowane, jest przyspieszoną lekcją życia i dorosłości.

Studia, praca, dorosłe życie

Dorota ma 24 lata. Jej syn Artur prawie 4. Umówiłyśmy się na rozmowę na gadu-gadu, bo Artur chorował i nie chciała go zostawiać samego. W ciążę zaszła będąc na I roku filologii romańskiej. Do wakacji nie było widać brzucha, więc jak pojawiła się na uczelni w październiku, tuż przed rozwiązaniem, wszyscy byli w szoku.

Uwaga, dziecko!
Dziecko sprawiło, że Ania dojrzała i zaczęła poważnie patrzeć na życie. O swojej rodzinie mówi z dumą i radością.
 

- Przyjaciele cieszyli się razem ze mną, ale nie brakowało osób, które patrzyły na mnie jak na zjawisko. Nie planowałam ciąży, ale stało się. Miałam 21 lat. Byłam dorosła i odpowiadałam za siebie. Wróciła na uczelnię już 3 tygodnie po porodzie, choć nie miała na to najmniejszej ochoty. Wolała zostać w domu, żeby niczego nie przegapić. Nie pozwoliła jej na to rodzina, ostro motywując do powrotu. Nie żałuje: ? Dziecko szybko rośnie, ale bez przesady. Niczego nie straciłam. Nie było tak, że w czasie mojej nieobecności Artur nagle zaczął samodzielnie siadać, chodzić czy mówić.

Kiedy usprawiedliwiała swoją nieobecność na uczelni, niektórzy wykładowcy kazali przynosić zaświadczenie od lekarza. Z reguły okazywali jednak dużo dobrej woli. Składali życzenia i przymykali oczy na drobne niedociągnięcia. Dorota zdaje sobie sprawę, że traktowali ją ulgowo. Spokojnie łączyła studia z wychowaniem małego.

- Byłam w komfortowej sytuacji. Oboje z mężem pochodzimy z Krakowa. Mieszkaliśmy z moją mamą, która nie pracowała i odciążała mnie jak mogła. Maciek pracował i zarabiał na nasze utrzymanie. Licencjat pisała o motywie dziecka w literaturze. Artur wypełnił jej świat, ale ona nie rezygnuje z siebie.

- Czasem trzeba dla własnego dobra wyjść z domu. Nikt nie jest super-mamą czy super-tatą. Warto skorzystać z pomocy bliskich, zostawić dziecko zaufanej osobie i zrobić coś tylko dla siebie. Nie ma nic gorszego od sfrustrowanych rodziców.

Łapać każdą chwilę

Z Agnieszką udało mi się umówić na kawę. Uśmiechnęła się na wieść, że chcę o niej napisać artykuł. Nie robi przecież nic specjalnego: ot, na V roku romanistyki wychowuje dwójkę dzieci. Trzy lata temu obroniła pracę magisterską na AWF, na turystyce. Matką została rok wcześniej. Narodziny dziecka sprawiły, że jej świat stanął na głowie. Nagle przestała być panią własnego czasu.

- Ciężko się przyzwyczaić do sytuacji, kiedy nic nie zależy od ciebie. Zajęło mi to prawie dwa lata. Przez rok mieszkaliśmy poza Krakowem. Mąż pracował, a ja, kiedy Bazyl zasypiał, pisałam pracę magisterską. Na drugim kierunku wzięła wówczas dziekankę. Po powrocie na uczelnię nie domagała się specjalnego traktowania. Nie afiszowała się ze swoim macierzyństwem, żeby studenci nie traktowali jej z rezerwą. Jest drobną kobietką i pewnemu wykładowcy trudno było uwierzyć, że ma dziecko. Inni nie zawsze chcieli godzić się na zmiany grup. W końcu jednak udawało się ich przekonać. Kiedy wychodziła na uczelnię, dziecko powierzała opiekunkom.

- Moja mama mieszka w Krakowie, ale pracuje i nie mogła nam pomagać. Przychodziła siostra męża ? też studentka. Kiedy urodziła się Jagoda, prace zaczęłam oddawać indywidualnie.

Im starsze dziecko, tym trudniej pogodzić naukę w domu z opieką nad nim. Książki przypominają dziecięce kolorowanki, zeszyty nierzadko mają powyrywane strony. Z dwójką - problem narasta. Jednak Agnieszka nigdy nie obawiała się, że nie da rady. Kluczem do jej sukcesu była samodyscyplina, sprawdzona opiekunka i mieszkanie położone blisko uczelni.

- Brzmi trywialnie, ale to naprawdę ułatwia sprawę. Kiedy żyjesz, wykorzystując każdą chwilę, nie warto marnować czasu na dojazdy. Wszystko jest do pogodzenia, jeżeli tylko się chce.

Uwaga, dziecko!
Inspirację do pracy licencjackiej Doroty stanowił Artur. Temat narzuciło samo życie - Motyw dziecka w literaturze belgijskiej.
 

W akademiku też można prać i gotować

Ania, matka 6-letniej Izy, patrzy na studenckie rodzicielstwo przez pryzmat czasu.

- W dzisiejszych czasach dzieci przegrywają z karierą, wyjazdem zagranicznym, kupnem mieszkania czy samochodu. Według tej zasady ciąża przydarza się tylko studentkom nieodpowiedzialnym i lekkomyślnym.

Nieprawda. Może zdarzyć się każdemu. Sama zaszła w ciążę na I roku matematyki. Z powodów zdrowotnych musiała przerwać studia dzienne. Nadal mieszkała jednak w akademiku ze swoim mężem - studentem elektrotechniki.

- Kiedy urodziła się mała, obowiązki dzieliliśmy równo między siebie. Ja zajmowałam się Izą w tygodniu, a mąż ? weekendami, bo po porodzie zaczęłam studia w trybie zaocznym, ale na nowym kierunku ? wybrałam administrację. Przez myśl nam nawet nie przeszło, żeby zrezygnować z nauki. W akademiku też można prać, sprzątać i gotować dla dziecka. W tym czasie dużo pomagali im finansowo rodzice: bez nich nie utrzymali by trzyosobowej rodziny. Dla uczelni byli zwykłymi studentami, którym wystarczy pomoc w postaci zakwaterowania w akademiku. Dziadkowie okazali się niezastąpieni również w czasie sesji, kiedy potrzebowali czasu, żeby przygotować się do egzaminów.

- Wbrew pozorom życie małżeństwa w akademiku nie przypomina sielanki. Iza nie miała wielu dobrych cioci, ale kiedy potrzebowałam coś załatwić, zawsze mogłam liczyć na przyjaciół. Dwa pokoje dalej mieszkało inne małżeństwo z dzieckiem - bardzo się zżyliśmy, bo mieliśmy podobne problemy. Dzieciaki bawiły się razem i były szczęśliwe.

Ani brakowało czasu dla siebie, nie pamięta jednak, żeby kiedykolwiek miała wątpliwości, czy dobrze robi. W trudnych chwilach analizowała sytuację i szukała jej pozytywnych aspektów.

- Z ciążą zaczęłam myśleć poważnie o życiu. Wiedziałam, że jestem odpowiedzialna za drugą osobę, że nie jestem i nigdy nie będę sama. Zawsze miałam dobry kontakt z dziećmi - to upewniało mnie, że będzie dobrze.

Miała rodzinę, studia, przyjaciół. Nie czuła się gorzej od innych. Kiedy Iza miała 2 lata zaczęła pracę. Magisterium obroniła w zeszłym roku.

- Pracodawcy patrzą na mnie życzliwie. Wiedzą, że osoba, która godzi wiele obowiązków, będzie dobrym i zorganizowanym pracownikiem.

Patrząc na swoją córeczkę jest dumna, że tak wiele osiągnęli z mężem. Mają odchowane dziecko, stabilną sytuację materialną i wciąż są młodzi.

- Dziś wiem, co jest w życiu najważniejsze. Udało nam się przebrnąć przez ciężki okres, który jednak z perspektywy czasu mile wspominam. Skończyliśmy studia, ale nadal mamy kontakt ze znajomymi z roku. Teraz oni zakładają rodziny, planują dzieci. Czasem przychodzą do nas po rady jako doświadczonych rodziców. To zabawne - przecież jesteśmy w tym samym wieku?


Alina Ożarowska

 





 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!