Kasa nad Bałtykiem
Wakacje, studenci wyruszają podbijać świat - trzy miesiące harówy pozwalają wielu z nas na zgromadzenie świeżego kapitału. Przede mną również pojawiło się pytanie: gdzie pracować? Powtórzenie zeszłorocznego scenariusza nie wchodziło w grę. Londyńskie ulice - mega klimatyczne, to fakt, międzynarodowe przyjaźnie - bezcenne, zarobki - mobilizujące.
Druga strona medalu nie była już tak atrakcyjna. Oszczędzanie i rezygnacja z rozrywkowego trybu życia, zaduch miasta. Ostatecznie przekonał mnie słaby funt. Kompas intuicji wskazał polskie morze - nowe otoczenie, odprężająca atmosfera i zalew turystów, co równa się zapotrzebowaniu na pracowników sezonowych, czyli nas, studentów.
Wybór padł na Trójmiasto, autentyczne 3 w 1. Każdy tu znajdzie coś dla siebie - śliczne miejscówy na plaży w Gdyni, niezłe imprezy i bogatych turystów w Sopocie, galerie handlowe w Gdańsku. Do tego teatry i kina na świeżym powietrzu i mnóóóóóóstwo koncertów. Ja ulokowałam się w Sopocie, który ujął mnie chilloutową atmosferą, starą zabudową i wygodą pracy.
Główny cel turystów - ulica Monte Cassino, znana jako 'Monciak', zapełniona kawiarniami i restauracjami potrzebowała latem rąk do pracy.

80 zł każdego dnia zarabiał Piotr na sprzedaży wakacyjnych pamiątek
*
W ofertach noclegów można było przebierać. Pokój w jednej z rozpadających się kamieniczek - 400 zł za miesiąc. Pokój w akademiku od 40 do 90 zł za dzień. Dla mnie i kumpeli najbardziej atrakcyjna wydała się oferta mieszkania na osiedlu położonym pod lasem na nadmorskiej morenie - 5 minut na rowerze do morza, 1500 zł za miesiąc.
Możliwości zarabiania nad morzem nie brakuje. Najpopularniejszą opcją jest gastronomia. W sezonie napiwki mogą podwoić twoje zarobki. I zazwyczaj nie chodzi się głodnym. Pensja 6-8 zł za godzinę. W wielu knajpach nie ma grafiku 8-godzinnego, przychodzisz do pracy 2-3 dni pod rząd na 10 do 16 h, potem odpoczywasz przez kolejne 2-3 dni.
Słabsze od restauracji, pod względem zarobkowym, są kawiarnie z lodami.
O pracy nad Bałtykiem mówi Malwina Potkańska, studentka technologii ochrony środowiska:
- Nad morzem zarabia się nie tyle na wysokiej stawce, co na dużej ilości przepracowanych godzin, premiach i napiwkach. Mój grafik to 4 dni po 11 godzin i 2 dni wolnego. Stawka: siódemka za godzinę, ale ciężka praca jest premiowana kwotą 100 zł po każdym miesiącu i drobniejszymi premiami co tydzień.

Malwina wybrała pracę w gastronomii - stawka 7 zł/h plus premia
*
Coś bardziej chilloutowego - stoisko z okularami. Na tym też da się zarobić, chociaż pracodawcy preferują dniówki, czyli znowu od 10 h w górę w pracy. Na jednym stoisku pochwalono mi się siódemką za godzinę, na drugim 60 zł za 8 godzin (już nieco lepiej). Tutaj plusem może być układ 'złotówka od każdej sprzedanej pary'. Przy niezłej pogodzie można na tym wyciągnąć kilkadziesiąt złotych dziennie.
Moim faworytem jest jednak stoisko z akcesoriami plażowymi - 8 h za godzinę plus premia po przekroczeniu każdej kolejnej sumy 500 zł utargu, o co nietrudno. Jako bonus można doliczyć opalanie i chwile spokoju na wakacyjną lekturę.
W tej branży odnalazł się Piotr Kuich, student marketingu i zarządzania. Piotrek wypełnił dobę po brzegi - od 9 do 18 sprzedawał wakacyjne pamiątki na sopockiej promenadzie, co przynosiło mu każdego dnia 80 zł, a od 20 do 9 rano stróżował w smażalni ryb. Za nocną pracę dostawał 6 zł/h. Grunt to dobre rozplanowanie czasu, nieprawdaż?
*
I na koniec coś z lekką nutką ekshibicjonizmu - ubieramy się w bikini i szorty, na szyję zarzucamy łańcuch papierowych, hawajskich kwiatów. Roznosimy ulotki informujące o dużej imprezie na plaży - Beach Party w Gdyni. 10 dni po kilka godzin, zależnie od pogody, 10 zł/h.
Jak widzicie każdy znajdzie coś dla siebie, może się i napracuje, ale w końcu są wakacje. A dla krakuski widok wschodu słońca nad morzem po wyjściu z klubu po całonocnej imprezie to niezapomniane przeżycie.
Joanna Świerczek