Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Przygody i podróże arrow Trekking na granicy Kirgizji i Tadżykistanu
 
 
Trekking na granicy Kirgizji i Tadżykistanu Email
Oceny: / 40 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Dominika Kustosz   
17.02.2009.

Magiczne siedem tysięcy

Dźwięk helikoptera w górach nie wróży niczego dobrego. Wieści wśród alpinistów w bazie rozchodzą się błyskawicznie: jakiś Irańczyk pośliznął się i spadł kilkaset metrów. Jest połamany, ale żyje. Kilka dni wcześniej znaleziono w namiocie na grani dwie Czeszki. Jedna w stanie skrajnego wyziębienia trafiła do szpitala, gdzie amputowano jej 8 palców u rąk, druga zamarzła na śmierć.

O tych wypadkach usłyszeliśmy w pierwszym dniu trekkingu na Pik Awicenny (7134 m n.p.m.), bardziej znany jako Pik Lenina (nazywa obowiązywała w latach 1928-2006). Ten najłatwiejszy z siedmiotysięczników, dominujący w Pamirze, ma długą listę ofiar.

Image
Pik Awicenny jeszcze kusi piękną pogodą, ale kilka godzin później ujawni swoje groźne oblicze. Od lewej Łukasz Drewniak, Dariusz Wiejaczka, Dominika Kustosz i Krzysiek Prędkiewicz.

 

Próba psychicznej wytrzymałości

Pik Awicenny znajduje się na granicy Kirgizjii i Tadżykistanu. Każdy kto chce się sprawdzić w Himalajach najpierw tam próbuje swoich sił. I nie jest to jedynie test fizycznych możliwości czy odporności organizmu na wysokość, ale przede wszystkim próba psychicznej wytrzymałości. Załamania pogody, silny wiatr i temperatura do ?25 stopni C, lawiny, szczeliny w lodowcu, zmęczenie, a do tego brak prysznica i toalety to warunki, w których trzeba wspinać się i żyć. I po co to wszystko? Żeby w strugach potu wyjść na szczyt? Mimo niedogodności co roku kilkaset osób walczy ze sobą i z górą. Są dwie możliwości zdobycia szczytu. Wycieczka z biurem podróży, która gwarantuje pewne wygody, lecz kosztuje ok. 6000 zł i opcja trudniejsza, ale dająca więcej satysfakcji - całą wyprawę należy zorganizować samemu. Razem z kolegami wybraliśmy tę drugą. Sporo czasu zajęła nam biurokracja i logistyka. Wizy i pozwolenia trzeba załatwiać minimum miesiąc wcześniej.

Image
Jeden z obozów w Base Camp na polanie Ługowej
 

Smak przygody można poczuć już podczas trzydniowej podróży pociągiem do Kirgizji. Wśród sympatycznych, rozgadanych pasażerów, częstujących alkoholem i suszoną rybą na przegryzkę, szybko mijały godziny. Menu urozmaicały pierożki, melony i arbuzy.

Image
Koń objuczony plecakami leniwych alpinistów
 

 

Kwiaty i świstaki

Prawdziwa górska przygoda zaczyna się na Polanie Ługowej na wysokości 3814 m n.p.m.. Swoją nazwę wzięła od rosnącej pospolicie dzikiej cebuli, której zapach unosi się dookoła. Jest to olbrzymia polana, na której znajdują się namioty i jurty kirgiskich oraz rosyjskich biur podróży. Można tu skorzystać z ostatnich udogodnień cywilizacji, dalej trzeba sobie radzić samemu. Aby dojść do pierwszego obozu trzeba pokonać z ciężkim plecakiem prawie 13 km, przejść Przełęcz Podróżników (4140 m n.p.m.) i przebrnąć przez rwącą i lodowatą wodę rzeki Achik Tasch.

Image 

Początek drogi uprzyjemniają kwitnące kwiaty. Rosną tu między innymi żółte i pomarańczowe maki, zielono-szare szarotki, niebieskie goryczki, złociste jaskry i fioletowe astry. W oczach aż się mieni od ilości barw, ale ten kolorowy świat szybko się kończy. Większa część trasy to trawers osypującymi się piargami ponad lodowcem Lenina. Wędrówka dostarcza wspaniałych widoków, trochę strachu i ogromnego zmęczenia. Słońce grzeje i mimo kremów z wysokimi filtrami nasze twarze stają się coraz to bardziej czerwone.

Po przejściu na drugą stronę Przełęczy Podróżników można obserwować baraszkujące w trawie świstaki. Zwierzęta te są płochliwe lecz zwabione pokarmem podchodzą blisko turystów. Schodząc z przełęczy wkracza się w dolinę kamieni, lodu i śniegu. Czasami można znaleźć jakieś porosty lub samotną roślinkę ledwie widoczną pośród głazów.

Image 

 

Nad trzeszczącym lodowcem

Na wysokości 4467 m n.p.m. na kamienistej morenie bocznej znajduje się pierwszy obóz. Rozbicie namiotu wymaga usunięcia ostrych kamieni. Namiot stawia się na lodzie. Leżąc w nim słychać, jak pod spodem chlupocze płynąca woda a pękający lodowiec trzeszczy. Stąd możemy z bliska podziwiać cel naszej wyprawy. Północna ściana Piku Awicenny obnaża swoją drapieżność, lodowiec lśni bielą i ukazuje swoje niedoskonałości. Szczeliny przerażają, w oddali słychać spadające lawiny. Trudno przyzwyczaić się do ich dźwięku. Za każdym razem wybiegam z namiotu i sprawdzam, gdzie tym razem osunął się śnieg.

Image 

Choć na razie jesteśmy bezpieczni, zdajemy sobie sprawę, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego. Tak też się stało. W ciągu kilku godzin pogoda zmieniła się diametralnie. Słońce zakryły grube warstwy chmur. Nagle zrobiło się bardzo zimno, widoczność zmniejszyła się do kilku metrów a delikatnie padająca mżawka szybko zamieniła się w śnieg. Z każdą chwilą przybywało go co raz więcej. Zasypał bazy na wszystkich wysokościach ukrywając namioty i niebezpieczeństwa lodowca. Nasze szanse na zdobycie szczytu malały. Ogarniał nas smutek i żal. Nie pomogło zaklinanie nieba. Niestety nie mogliśmy liczyć na poprawę pogody i nie chcąc narażać życia zrezygnowaliśmy z marzenia o przekroczeniu magicznej granicy siedmiu tysięcy metrów. Może następnym razem będziemy mieli więcej szczęścia...


Tekst i zdjęcia: Dominika Kustosz

Image

Ceny

Pociąg Kraków - Przemyśl: 43 zł

Bus Przemyśl - Medyka: 2 zł

Autobus Medyka - Lwów: 4,5 zł

Pociąg Lwów - Moskwa: ok. 400 zł

Pociąg Moskwa - Biszkek: 460 zł

Wiza do Kirgizji (miesięczna): 205 zł

Pozwolenie na trekking: 63 zł

Ceny w bazie - nocleg w namiocie: 6 zł, obiad: ok. 40 zł, zimne napoje: 6 zł



 

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!