Magiczne siedem tysięcy
Dźwięk helikoptera w górach nie wróży niczego dobrego. Wieści wśród alpinistów w bazie rozchodzą się błyskawicznie: jakiś Irańczyk pośliznął się i spadł kilkaset metrów. Jest połamany, ale żyje. Kilka dni wcześniej znaleziono w namiocie na grani dwie Czeszki. Jedna w stanie skrajnego wyziębienia trafiła do szpitala, gdzie amputowano jej 8 palców u rąk, druga zamarzła na śmierć.
O tych wypadkach usłyszeliśmy w pierwszym dniu trekkingu na Pik Awicenny (7134 m n.p.m.), bardziej znany jako Pik Lenina (nazywa obowiązywała w latach 1928-2006). Ten najłatwiejszy z siedmiotysięczników, dominujący w Pamirze, ma długą listę ofiar.

Pik Awicenny jeszcze kusi piękną pogodą, ale kilka godzin później ujawni swoje groźne oblicze. Od lewej Łukasz Drewniak, Dariusz Wiejaczka, Dominika Kustosz i Krzysiek Prędkiewicz.
Próba psychicznej wytrzymałości
Pik Awicenny znajduje się na granicy Kirgizjii i Tadżykistanu. Każdy kto chce się sprawdzić w Himalajach najpierw tam próbuje swoich sił. I nie jest to jedynie test fizycznych możliwości czy odporności organizmu na wysokość, ale przede wszystkim próba psychicznej wytrzymałości. Załamania pogody, silny wiatr i temperatura do ?25 stopni C, lawiny, szczeliny w lodowcu, zmęczenie, a do tego brak prysznica i toalety to warunki, w których trzeba wspinać się i żyć. I po co to wszystko? Żeby w strugach potu wyjść na szczyt? Mimo niedogodności co roku kilkaset osób walczy ze sobą i z górą. Są dwie możliwości zdobycia szczytu. Wycieczka z biurem podróży, która gwarantuje pewne wygody, lecz kosztuje ok. 6000 zł i opcja trudniejsza, ale dająca więcej satysfakcji - całą wyprawę należy zorganizować samemu. Razem z kolegami wybraliśmy tę drugą. Sporo czasu zajęła nam biurokracja i logistyka. Wizy i pozwolenia trzeba załatwiać minimum miesiąc wcześniej.

Jeden z obozów w Base Camp na polanie Ługowej
Smak przygody można poczuć już podczas trzydniowej podróży pociągiem do Kirgizji. Wśród sympatycznych, rozgadanych pasażerów, częstujących alkoholem i suszoną rybą na przegryzkę, szybko mijały godziny. Menu urozmaicały pierożki, melony i arbuzy.

Koń objuczony plecakami leniwych alpinistów
Kwiaty i świstaki
Prawdziwa górska przygoda zaczyna się na Polanie Ługowej na wysokości 3814 m n.p.m.. Swoją nazwę wzięła od rosnącej pospolicie dzikiej cebuli, której zapach unosi się dookoła. Jest to olbrzymia polana, na której znajdują się namioty i jurty kirgiskich oraz rosyjskich biur podróży. Można tu skorzystać z ostatnich udogodnień cywilizacji, dalej trzeba sobie radzić samemu. Aby dojść do pierwszego obozu trzeba pokonać z ciężkim plecakiem prawie 13 km, przejść Przełęcz Podróżników (4140 m n.p.m.) i przebrnąć przez rwącą i lodowatą wodę rzeki Achik Tasch.
Początek drogi uprzyjemniają kwitnące kwiaty. Rosną tu między innymi żółte i pomarańczowe maki, zielono-szare szarotki, niebieskie goryczki, złociste jaskry i fioletowe astry. W oczach aż się mieni od ilości barw, ale ten kolorowy świat szybko się kończy. Większa część trasy to trawers osypującymi się piargami ponad lodowcem Lenina. Wędrówka dostarcza wspaniałych widoków, trochę strachu i ogromnego zmęczenia. Słońce grzeje i mimo kremów z wysokimi filtrami nasze twarze stają się coraz to bardziej czerwone.
Po przejściu na drugą stronę Przełęczy Podróżników można obserwować baraszkujące w trawie świstaki. Zwierzęta te są płochliwe lecz zwabione pokarmem podchodzą blisko turystów. Schodząc z przełęczy wkracza się w dolinę kamieni, lodu i śniegu. Czasami można znaleźć jakieś porosty lub samotną roślinkę ledwie widoczną pośród głazów.
Nad trzeszczącym lodowcem
Na wysokości 4467 m n.p.m. na kamienistej morenie bocznej znajduje się pierwszy obóz. Rozbicie namiotu wymaga usunięcia ostrych kamieni. Namiot stawia się na lodzie. Leżąc w nim słychać, jak pod spodem chlupocze płynąca woda a pękający lodowiec trzeszczy. Stąd możemy z bliska podziwiać cel naszej wyprawy. Północna ściana Piku Awicenny obnaża swoją drapieżność, lodowiec lśni bielą i ukazuje swoje niedoskonałości. Szczeliny przerażają, w oddali słychać spadające lawiny. Trudno przyzwyczaić się do ich dźwięku. Za każdym razem wybiegam z namiotu i sprawdzam, gdzie tym razem osunął się śnieg.
Choć na razie jesteśmy bezpieczni, zdajemy sobie sprawę, że w każdej chwili może wydarzyć się coś nieprzewidywalnego. Tak też się stało. W ciągu kilku godzin pogoda zmieniła się diametralnie. Słońce zakryły grube warstwy chmur. Nagle zrobiło się bardzo zimno, widoczność zmniejszyła się do kilku metrów a delikatnie padająca mżawka szybko zamieniła się w śnieg. Z każdą chwilą przybywało go co raz więcej. Zasypał bazy na wszystkich wysokościach ukrywając namioty i niebezpieczeństwa lodowca. Nasze szanse na zdobycie szczytu malały. Ogarniał nas smutek i żal. Nie pomogło zaklinanie nieba. Niestety nie mogliśmy liczyć na poprawę pogody i nie chcąc narażać życia zrezygnowaliśmy z marzenia o przekroczeniu magicznej granicy siedmiu tysięcy metrów. Może następnym razem będziemy mieli więcej szczęścia...
Tekst i zdjęcia: Dominika Kustosz

| Ceny Pociąg Kraków - Przemyśl: 43 zł Bus Przemyśl - Medyka: 2 zł Autobus Medyka - Lwów: 4,5 zł Pociąg Lwów - Moskwa: ok. 400 zł Pociąg Moskwa - Biszkek: 460 zł Wiza do Kirgizji (miesięczna): 205 zł Pozwolenie na trekking: 63 zł Ceny w bazie - nocleg w namiocie: 6 zł, obiad: ok. 40 zł, zimne napoje: 6 zł |