Gorące popołudnie, na naszym hotelowym basenie emocje sięgają zenitu. Antonio znów zdobył bramkę! Budowa ciała tego około czterdziestoletniego Włocha jest jakby specjalnie stworzona do gry w piłkę wodną. Wysoki, barczysty i umięśniony, z łatwością potrafi przechytrzyć innych zawodników, a już najlepszy popis swoich umiejętności wychodzi mu na mnie. Jestem w przeciwnej drużynie i stoję na bramce. Au! Oooobroniłam. Własną twarzą. Ale przynajmniej nie puściłam piątego z rzędu gola!
Giuseppe, kolejny, obok Luany i Giorgia animator, komentuje mecz i w zasadzie ciągle powtarza tylko jeden zwrot: „Antonio – ANTIDOPING!!”. Wieczorem ze śmiechem zaczepiam mojego „pogromcę”. On mówi tylko po włosku, ja w tym języku znam jedynie kilka prostych zwrotów, jakich zdążyłam się nauczyć w czasie pobytu. Na migi i trochę krążąc pomiędzy francuskim, hiszpańskim a nieudaną kopią języka włoskiego staram się wytłumaczyć, jak mam na imię, jakiej jestem narodowości, ile mam lat. W odpowiedzi Antonio sam się przedstawia i wskazuje na siedzącą wokół niego gromadkę dzieci, po czym dumnie stwierdza: „QUATTRO GEMELLI!” Gemelli?! To brzmi jak bliźnięta w języku łacińskim! Czyżby Antonio był ojcem czworaczków? Tak! Trzej chłopcy i jedna dziewczynka mają po sześć lat i wszystkie są do taty i siebie nawzajem niezwykle podobne. Potem Antonio przedstawia mi swojego najstarszego, czternastoletniego syna i żonę. Teraz twarz tego mężczyzny nie jest groźna jak po południu na basenie. W tym momencie rozświetla ją piękny uśmiech, a na jego policzku ląduje buziak od jednego z sześciolatków.
Jakiś czas później ze znajomymi odkryliśmy, dlaczego Antonio jest niepokonany. Skoro za jednym „strzałem” udało mu się powiększyć rodzinę o cztery osoby, to zdobycie gola w meczu piłki wodnej to po prostu betka.
Kasia Nowak