Siekiery leżą w pogotowiu
Założenie było ambitne - tylko my i Tatry. My, czyli same przyjaciółki: moja jedna bestfriend, niejaka Kita, kolejna - Paula i jej bestfriend Ela. I ja. Tatry, czyli wczesne wstawanie, długie piesze wycieczki, wolność, którą można poczuć tylko na pustym szlaku. Na pewno nie wyszło nam jedno - wczesne wstawanie. A, i jeszcze pieniądze. Trochę nam brakowało, dlatego wkurzył nas fakt, że przejazd busem z Kościeliska do Zakopanego kosztuje więcej niż kupiony w karnecie bilet na paryskie metro. Postanowiłyśmy to zbojkotować i jeździć autostopem. Kierowca pierwszego przejeżdżającego samochodu od razu się zatrzymał. W ciągu kolejnych dni nasza statystyka nieco uległa zmianie, żeby nie powiedzieć: poleciała na łeb, na szyję. Ludzie albo nie mieli miejsca w aucie, albo w ogóle nie chcieli nas zabierać.

Założenie było ambitne - tylko my i Tatry. My, czyli same przyjaciółki (od lewej Ela, Kaśka, Kita oraz Paula). A nocą zaczęły się przygody...
*
Mieszkałyśmy same w małym domku położonym nieco na uboczu, w Kościelisku. Ja i Kita spałyśmy w salonie, a nasze trzy wysokie okna tarasowe nie były zasłonięte żadną firanką. Z tego powodu noc w noc nie mogłyśmy ze strachu zmrużyć oka. Wyobrażałyśmy sobie różne potworne twarze pojawiające się za szybą, gwałcicieli dzierżących noże w dłoniach czy skradających się złodziei. W końcu, zamroczone śmiechem, po czubek głowy przykryte kołdrą zasypiałyśmy. I co noc obiecywałyśmy sobie, że następnego dnia zamienimy się łóżkami z Paulą i Elą i będziemy spać w pokoju obok, tylko z jednym i dużo mniejszym oknem, które zasłania roleta. Jednak rano strach mijał, a my śmiałyśmy się z nocnych imaginacji. W piątek nie wytrzymałyśmy. Już rano zapowiedziałyśmy koleżankom, że od dziś my śpimy w ich pokoju. Tego dnia, późnym popołudniem wracałyśmy z miasta. Zmęczone, obładowane zakupami, z westchnieniem spojrzałyśmy na przejeżdżający samochód.
- Mógłby nas podrzucić - jęknęła jedna z nas. Kierowca nieoczekiwanie zaczął cofać w naszą stronę i zaproponował podwiezienie. Zgodziłyśmy się ochoczo. Wkrótce jednak miałyśmy się przekonać o tym, że trzeba uważać na wypowiadane życzenia.
*
Nasze wieczorne pogaduchy przy herbacie przeciągnęły się do drugiej w nocy. Ledwie położyłyśmy się spać, kiedy rozległ się warkot silnika, a w oknach błysnęły rażące światła reflektorów.
- Kaśka! Rusz się! Ktoś przyjechał! - Kita scenicznym szeptem krzyczała mi do ucha. Ja leżałam jak kłoda, bałam się nawet mrugnąć.
- Zaraz odjadą - starałam się ją jakoś uspokoić.
- Nie odjadą! Jest środek nocy, oni przyjechali tu SPECJALNIE!!! - to zdanie miało ogromną siłę perswazji. Jak z procy wyskoczyłyśmy z łóżka i w drzwiach wpadłyśmy na Paulę i Elę. Po chwili usłyszałyśmy pukanie i głośne góralskie przyśpiewki. Potem pukanie przerodziło się w walenie, nie tylko do drzwi, ale również do okien (tak, do tych trzech dużych okien tarasowych w salonie!). Nie miałyśmy odwagi wychylić się z naszego kąta i choćby policzyć 'wesołych' kolegów. Moje serce chciało wyskoczyć z piersi, podobnie jak oczy Pauli z orbit, Ela stała jak słup soli, a Kita cały czas coś krzyczała scenicznym szeptem. Telefon do dalekiego sąsiada z prośbą o interwencję był pierwszym pomysłem, który przyszedł nam do głowy. Jego numer tylko ja miałam zapisany w komórce.
Oczywiście trzy pozostałe były pod ręką, a właśnie moja została w kuchni, od której dzieliła nas astronomiczna odległość pięciu metrów. Kita zdecydowała, że pójdzie szukać jej po ciemku, co niewątpliwie było najbardziej heroicznym wyczynem, jakiego kiedykolwiek dokonała.
Tymczasem trzymałam w ręku trzy telefony i na jednym wystukałam 112. Obiecano przysłać patrol policji. Jednak do tego naszego domku trafić trudno, a górale dobijają się i dobijają. W dodatku tak okropnie fałszują! Pragnęłam wtedy tylko jednej rzeczy - niezbyt ciężkiej, acz ostrej siekiery w ręku.

Chodzicie po górach- - zapytał policjant. - Oczywiście, że tak!
*
I nagle stał się cud - odjechali! Kilka minut później zjawili się dwaj policjanci. Nie zdawałam sobie sprawy, że nasze służby mundurowe dysponują aż takimi zapasami poczucia humoru! Panowie chyba postawili sobie za cel rozśmieszać nas, i rozśmieszać, i rozśmieszać. Dzięki tym zabiegom dziewczyny dość szybko odzyskały dobrą formę, ale ja jeszcze kilka razy tamtej nocy poparzyłam się herbatą (wszystko przez trzęsące się ze strachu ręce). Panowie wytłumaczyli nam, że to 'pukanie' jest formą góralskiego podrywu. Jednak, jak się okazuje, nie działa on na takie sztywniary jak my. Padło również pytanie, czy chodzimy po górach.
- Oczywiście, że tak! O, tu stoją moje buty na wycieczki - Paula wskazała ręką w stronę kominka.
- Faktycznie, nie zauważyłem - odparł policjant. A Agnieszka podsumowała tę konwersację zgrabną pointą:
- Widzę, że jest pan bardzo spostrzegawczy, jak na prawdziwego policjanta przystało.
Najgłośniej śmiał się drugi oficer.
*
Rano zadzwoniłam do rodziny, by opowiedzieć o nocnej przygodzie. Oto ich reakcje:
Brat: - (najpierw nastąpiła seria niecenzuralnych słów) Dowiem się, kto to był! Zaraz wsiadam w samochód i jadę do Was!
Tata: - (długa, złowroga cisza w słuchawce) Trzy lata tam jeżdżę i jeszcze nikt do mnie nie pukał! Słysząc to, Kita oczami wyobraźni zobaczyła, jak tata siedzi w salonie, nagle na tarasie pojawiają się trzy roznegliżowane laski, pukają w okna, prężą się przed nim, a on chowa się do ciemnej łazienki i przerażony dzwoni na policję.
Mama: - Zbyt często robisz z igły widły. Po co ta policja- Trzeba było do tych chłopaków wyjść, zapytać, o co chodzi i wytłumaczyć, że nie macie ochoty na zabawę. Na moje nieśmiałe protesty, że to mogło być niebezpieczne, groziło kradzieżą, rozbojem czy nawet gwałtem, mama krótko odpowiedziała: - Ty już myślisz, że każdy by tak gwałcił!

Siekierki będą w pogotowiu, jeśli górale znów przyjadą w nocy!
*
Po pamiętnej nocy zajrzałam do komórki obok domu. - Są! są! są! - euforycznie krzyczałam.
- Co? - dziewczyny leniwie spojrzały na mnie znad śniadania. I od razu zakrztusiły się przełykanym jedzeniem. W ręku trzymałam trzy siekiery.
- Po co ci to? - jeszcze nie załapały mojego planu.
- To chyba oczywiste - siekiery będą w pogotowiu, jeśli oni znów przyjadą dziś w nocy!
- Ja biorę te najmniejszą! - Kita już podchwyciła.
- Jeszcze musimy nauczyć się nimi bić! - pokazowo się zamachnęłam. Chwilę później wszystkie ćwiczyłyśmy walkę wręcz. Ale chłopcy już się nie pokazali - po wsi szybko rozeszła się fala, że miastowe wezwały policję z powodu niewinnego podrywu.
Kaśka Nowak
(We wrześniu autorka rozpoczęła studia na Uniwersytecie w Kingston w Anglii.
Swoje akademickie przygody opisuje w blogu, na tym portalu)