Wtorek, 15 września
Tak, jestem już w Kingston. Spełnił się czarny scenariusz p.t. 'Nikt na mnie nie czeka na lotnisku'. Zdążyłam wpaść w rozpacz (łzy leciały wielkie jak groch z częstotliwością listopadowego deszczu) na oczach Pana W Cytrynowożółtej bluzie z informacji, wepchnąć się do kolejki i wkurzyć jego szefa z głównego biura informacyjnego.
Zdążyłam też zrobić takie zamieszanie, że moje nazwisko zostało przeczytane na terenie całego portu lotniczego i wszyscy mieli okazję się dowiedzieć, że 'Katazyna Nołak is waitng for someone from the Kingston University'. I zaraz potem podeszli do mnie Conrad ze swoją siostrą (Czecho-Niemco-Austriacy czy coś w ten deseń), Natalia (Słowaczka) i Anja (Niemka). Byli w takiej samej sytuacji jak ja, atmosfera od razu stała się przyjemniejsza... A nikt na nas nie czekał, ponieważ z powodu bardzo silnego deszczu w mieście zrobiły się ogromne korki! Witaj, osławiona pogodo angielska!

Moja koleżanka z akademika Natalia (z lewej), Arsenyo i ja. Natalia jest Słowaczką. Arsenyo przyjechał z Ameryki na studia magisterskie.
Czwartek, 17 września
Przed chwilą wróciłam z międzynarodowej imprezy zorganizowanej przez uniwerek dla pierwszorocznych studentów, a także tych przyjezdnych z innych uniwersytetów... Norwegowie, Szwed, Hiszpanie, Irakijczyk, Amerykanie, jedna Polka, Francuzi - tylko tych zdążyłam poznać :). Kawiarnia, w której się spotkaliśmy, przygotowała przepyszne ciasteczka z konfiturą, które były jeszcze cieple (!). Ogromnie mi smakowały, nie mogłam się ich nachwalić, ale pewna starsza Angielka, gdy ich spróbowała, stwierdziła, że wcale nie są jakieś nadzwyczajne i sama robi dużo lepsze :). Te ciacha to angielska specjalność bożonarodzeniowa, więc już z utęsknieniem myślę o ciastkarniach w grudniu!
Piątek, 25 września
Miniony tydzień był najbardziej szalonym w moim życiu - studia, nowi znajomi... i szybko znaleziona praca w pubie. Ale po kolei. Zaliczyłam wykład o bibliotece uniwersyteckiej, prelekcje o możliwościach przyszłej kariery i spotkania z wykładowcami. Zainaugurowałam pracę w grupach na uczelni i zapisałam się na dodatkowe zajęcia, których wybór jest ogromny: m.in. języki obce, tenis, chińska medytacja, radio, kręcenie filmów i 3 w 1, czyli Historia muzyki, sztuki i designu. Są też inne propozycje, ale nie interesują mnie: np. dla miłośników tatuażu czy gier komputerowych. Znalazłam pracę w pubie! Typowy angielski pub z 10 rodzajami piwa, sportem w TV i samymi facetami. Nalewam je jakieś 55 razy na godzinę, co sprawia, że po pracy cała jestem w piwie. Oni są tu chorzy na tym punkcie - muszą je mieć podane nawet w szklance o odpowiednim kształcie. Już nie mowiąc o tym, ze CODZIENNIE po pracy idą na kilka godzin do pubu.

Udajemy Tower Bridge, który widać w tle :). Braliśmy udział w takiej zabawie, że trzeba było zrobić zdjęcia poszczególnym obiektom w Londynie i można było coś wygrać. Nagrody były też za kreatywność, więc my zawsze staraliśmy się coś wymyślić, akurat tu - sami odgrywaliśmy Tower Bridge.
Jestem rozdarta, bo profesorowie mówią, że mamy już czytać teksty zródłowe, przygotowywać się do zajęć, a moi znajomi, że to czas na imprezy. Przeżywam też szok kulturowy za każdym wyjściem na korytarz uczelni - ostatnio widziałam chłopaka w pończosze na głowie, Arabowie w turbanach niczym z 1000 i 1 nocy to normalka :).
Nie wiem, naprawdę nie wiem, kiedy znajdę czas na naukę. Może w autobusie na uniwersytet (jadę tylko 5 minut). A, jeszcze jedno - w tym semestrze nie mam żadnych egzaminów, muszę tylko dostarczyć 4 eseje :). Dobre, co?. Przez to mam wolne od 19 grudnia aż do 31 stycznia...
Powiem Wam, że to była baaaardzo dobra decyzja - przyjechać tu...
Kaśka