Pubskie damsko-męskie relacje, czyli codzienność w piwnej rzeczywistości
Piątek, 2 października
- Kasha, jak zdobyłaś tę pracę w pubie? - dopytuje się koleżanka, która przez kilka tygodni zostawiała swoje CV w różnych lokalach i nie doczekała się nawet jednego telefonu. Już opowiadam. To był trzeci pub do którego weszłam z nadzieją, że będzie tam dla mnie jakieś zajęcie. Wyróżniał się dużym neonem piwa Youngs. Od razu zostałam zaskoczona widokiem samych mężczyzn i lecącymi na okrągło dwoma kanałami sportowymi.
- Przepraszam, czy nie potrzebujecie kogoś do pomocy? - nieśmiało starałam się przebić przez hałas męskich głosów w postaci klientów i komentatora futbolowego z BBC. Zwróciłam się do miło wyglądającej dziewczyny w mniej więcej moim wieku.
- Poczekaj, poczekaj - wysoki, barczysty, lekko rudy mężczyzna spojrzał na mnie z ukosa.
Dobra, jestem w dresie, ale może bez przesady z tą dezaprobatą, co?! - przeleciało mi przez głowę. A poza tym to mój najlepszy dres! - uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Stoję. Stoję, czekam. Jest wielu klientów. W końcu facet odwraca się w moją stronę.
- Skąd jesteś?
- Z Polski.
- Studentka?
- Tak.
- Rozumiesz angielski?
- Macie trochę dziwny akcent w tej Wielkiej Brytanii, ale chyba ogarniam.
- Pracowałaś kiedyś w pubie?
- Nie, ale czy może być coś podchwytliwego w filozofii nalewania piwa? A poza tym byłam au pair przez 7 miesięcy. Uwierz mi, nie ma trudniejszego zawodu.
- Przyjdź jutro o 12.30. Tylko wiesz ? jakieś ładne ubranie, włosy... - Wiedziałam, wiedziałam, że się do tego odniesie!
- Cool. See you tomorrow! - opowiedziałam starając się zakończyć rozmowę filmowym uśmiechem.
W następnym dniu wchodzę o 12.25. Uśmiech do klientów (znów ten filmowy).
- O, jest ta dziewczyna z wczoraj!
Ja: - Hej, jestem Kasia, przyszłam na próbę.
Johanna: - Tak, tak, pamiętam cię! Wchodź za bar, na zapleczu możesz zostawić kurtkę i torebkę. No to co, zaczynamy? Tu jest kasa. I od razu ZONK (pamiętacie tego śmieszniastego czarno-czerwonego kota z popularnego niegdyś teleturnieju?!) - filozofia nalewania piwa może być skomplikowana. Jest skomplikowana. Dla laika, osoby nielubiącej jego smaku, tym bardziej. W Polsce piwo to piwo. Czym się różni? To jest droższe, to ma więcej, a to mniej procent.
W Wielkiej Brytanii taka ideologia nie przechodzi. Picie piwa nie jest zwykłą, relaksującą czynnością. To rytuał, który musi mieć odpowiednią oprawę, a jego jakiekolwiek zniekształcenie to istna profanacja. Po pierwsze - szklanki. Tak jak każdy celebrities ma swojego ochraniarza, tak każde piwo ma swą osobista szklankę. Liczy się wszystko - kształt, wypisana nazwa marki, wielkość i zaznaczone pint, czyli pół kwarty, czyli nieco więcej niż pół litra. Nie waż się nalać choćby ciut poniżej tej przeklętej kreseczki! Jeśli tak zrobisz, klient odda ci trunek i zażąda dolania różnicy.
Po drugie - piana. W Cydrze prawie niezauważalna, w Youngsie musi mieć szerokość około jednego małego paluszka, w Fostersie dwóch. Przeklęta, mój największy wróg. Cały czas uczę się ją dobrze wymierzyć. Po trzecie - liczba marek i rodzajów piwa. My sprzedajemy 15 różnych. Ale, żeby jeszcze bardziej utrudnić życie, są mieszanki - to z tym tak, ale już to inne nie. Dlaczego? Nie wiem, boję się komukolwiek zadać to pytanie. I jeszcze moje wieczne pomyłki!
1) Zdarza mi się coś źle wpisać na kasie i później nie umiem tego usunąć z zamówienia. Albo nie mogę znaleźć danej rzeczy wśród kilkudziesięciu małych kwadracików z różnymi nazwami serwowanych napojów.
2) Wydałam klientowi o 2 funty za mało, o czym nie powiedział mnie, tylko szefowi. A później i tak dał 5 funtów napiwku.
3) Sprowokowałam minipożar w mikrofalówce, przez przypadek wkładając tam lusterko. Szczęśliwie nie włączył się alarm i nie przyjechała straż pożarna, co kosztowałoby mnie 50 funciaków!
4) Wrzuciłam funta do piwa klientki - moneta wymsknęła mi sie z dłoni!
5) Podałam inne piwo, niż zostało zamówione.
6) Dolało mi się nieco Guinnesa do Carlinga.
7) Zapomniałam, że nalewam wodę do szklanki, odwróciłam sie do Johanny i... już byłam cała mokra!
8) A poza tym tyle razy nie zrozumiałam różnych akcentów czy nie byłam w stanie zapamiętać długiego zamówienia!
Gavin, jeden z naszych stałych klientów obserwował mnie przez dłuższy czas i powiedział, że moja rzeczywistość jest gotowym scenariuszem komediowym.
Sobota, 10 października
Każdy Anglik ma swój ulubiony osiedlowy pub, do którego regularnie przychodzi obejrzeć mecz i spotkać znajomych. Właściciel i barmanki są dla niego drugą rodziną, każdego zna po imieniu. Moje nagłe pojawienie się i początkową nieporadność w obsłudze zachwiały tym stabilnym krajobrazem. A poza tym mam akcent! Pytanie 'Skąd jesteś'? pada z ust około 80 procent klientów.
- Z Polski - dumnie unoszę głowę i uśmiecham się. A oni przyznają, że robili między sobą głosowania. Najczęściej dobrze typują, ale czasem myślą, że jestem Francuzką, a jeden mężczyzna obstawiał Nową Zelandię jako kraj mojego pochodzenia. Niektórzy mówią, że pracują z Polakami (miło usłyszeć, że są to bardzo solidni, odpowiedzialni ludzie) albo zaczynają przeklinać w naszym języku lub popisywać się: Cześć, lubię piwo!?
Moim ulubionym klientem jest Dziadziuś, jak nazywam go na użytek własny. Wygląda najstarzej ze wszystkich, jest niski, bardzo zgarbiony i pomarszczony, ma czarny kapelusik, którego nigdy nie zdejmuje, kilkudniowy zarost, wiecznie przyklejony wesoły wyraz twarzy; nie ma za to na pewno kilku zębów. Gdy mnie poznał, zaczął sobie robić żarty ze swojego imienia, wymyślając jakieś niewymawialne słowo. W końcu przyznał, że jest po prostu Johnem. John. Jakie to angielskie! Od tej pory, gdy tylko się witamy, cudownie święcą mu się oczy, śmieje się do mnie całym ciałem. Jest bardzo szarmancki i lubiany przez wszystkich naszych stałych bywalców. Jednego popołudnia sprzątałam pubowe stoliki w ogródku. John siedział przy jednym z nich i tak bezpretensjonalnie, jak tylko on potrafi, palił papierosa. Gdy podeszłam do niego, zaczął taki monolog:
- Kasha, ja byłem 4 razy w życiu żonaty. Mam wnuki i prawnuki, nie wiem dokładnie ile sztuk czego. Jestem stary i obiecałem sobie, że nigdy już się nie ożenię, ale dla ciebie zrobiłbym wyjątek - śmieje się i patrzy na mnie. Obiecałam mu, że się zastanowię i, enigmatycznie, na razie nie dałam odpowiedzi.