|
...to takie specyficzne, raczej brudne miejsce, które inaczej można definiować jako zupełnie wolną, prawie że przypadkową zbiorowość studentów. Imprezownia. Wylęgarnia pomysłów i złotych myśli. Zwierzalnia (od zwierzeń).. Hasło przewodnie: 'Peace, love (nie mylić z seksem) & rock'n'roll'. Kilka pokoi w jednym mieszkaniu, wspólna kuchnia. Kilka mieszkań w jednym bloku. Kilkadziesiąt jedno- i dwupiętrowych bloków. Głośno. Ale rano w niedzielę cichutko. Akademiki wtedy śpią!  Choćby moja babcia twierdziła, że miasteczko akademickie to 'piekielna kraina', a ciotka - że duża 'zapłodnialnia', ja uwielbiam mój osławiony blok C. Wszystkie inne bloki zresztą też. Uwielbiam Panią z recepcji, która wygląda trochę jak czarownica. Uwielbiam częsty trzask drzwi wejściowych i wspólne gotowanie, zakupy, nagłe wieczorne wyjścia na kręgle. Ale przecież nie samymi 'normalnościami' student żyje? Co jeszcze się tu dzieje, że nadaje tak niesamowity aromat całości? W poniedziałkowy wieczór wycinamy serduszka z kolorowego papieru, kupujemy łańcuchy bożonarodzeniowe i balony w sklepie, gdzie wszystko kosztuje mniej niż jednego funta i dekorujemy nimi całą kuchnię i korytarz w naszym mieszkaniu. Wszystko po to, by zorganizować moje dwudzieste urodziny we wtorek (kto właściwie powiedział, że weekend musi zaczynać się w piątek?!). Stołujemy się jak w najlepszej restauracji. Silva, moja sąsiadka z mieszkania na parterze, ma pięciu braci, z których jeden jest szefem kuchni w eleganckiej knajpie. Gdy przyjeżdża, zawsze nam coś gotuje - a to kurczaka w cebulce, a to wołowinę w sosie pomidorowym... Ostatnio wyczarował ucztę z deserem dla 7 osób z niczego! Wiecie, co mieliśmy w szafkach kuchennych? Chleb, makaron, ryż, masło, ziemniaki, kilka pomidorów, trochę sera żółtego, udka z kurczaka, ryż, jedno jabłko, jedno jajko, oliwę, mąkę i cukier.
Co zrobił Vinnie? Otóż: upiekł nam udka, położył je na ryżyku z dodatkiem pietruszki, kolejny talerz przeznaczył na posolony i pomieszany z dużą ilością masła makaron, następny - na ziemniaki zapieczone w ostrych przyprawach. Były też grzanki i pomidory w oliwie posypane startym serem żółtym. Wszyscy jedliśmy na raz, z tych samych talerzy, ustawionych na środku stołu, zagłębiając nasze widelce w przepysznych daniach i trafiając nimi od razu do ust... pycha! A na koniec zdolny Vinnie upiekł malutkie ciasto mieszając żółtko z cukrem i ubitym białkiem i kawałeczkami jabłka! Gramy w lotki (tarcza wisi na widelcu wbitym w korkową tablicę). Ja od niechcenia rzucam i mam kilka dobrych trafień, co denerwuje Meeta i dlatego wyzywa mnie na pojedynek. Każde z nas ma 3 próby. Jemu udaje się zyskać 32 punkty. Mnie została jedna lotka, mam 30. Niestety, emocje biorą górę i ta trzecia spada na ziemię, przegrałam! Udzielamy Meetowi wywiadów, których potrzebuje do swojej pracy semestralnej.. Ja udaję recepcjonistkę w szkole podstawowej, Krysia kelnerkę, Carl biznesmena. Meet ustala z nami podstawowe kwestie. Mówi do mnie: 'Będziesz pracować tu i tu, masz 27 lat, jesteś kobietą...' - przerywam mu w pół zdania - 'Tak? Jesteś pewien? Może pójdziemy to sprawdzić?...'. Ale dziś nie moment na żarty z moim ulubionym sąsiadem. Jest wyjątkowo poważny, ten projekt to bardzo ważna część jego sesji. Okej, a zatem wszyscy 'mamy' około 30 lat i małe dzieci. Pytania - 'Czy ten produkt (np. nowej generacji nocnik albo smoczek) zadowala Twoje potrzeby? A Twojego dziecka?'. Choć przez całą rozmowę trudno mi zachować spokojny i zrównoważony ton głosu, wywiad jest świetny i zaakceptowany przez wykładowcę! Udajemy przed mamą Meeta, która przyjechała z Indii, że jesteśmy z Carlem parą (po naszym bloku rozeszła się plotka, że Carl się we mnie zakochał). 5 minut później jesteśmy już na etapie małżeństwa, a Silva to nasza mała córeczka (ja i Silva mamy 20 lat, Carl 18).
O trzeciej nad ranem Colin, mój sąsiad z Hong Kongu, udziela mi porad w sprawach damsko-męskich. Przypadkiem okazuje się, że jego tata jest szefem znanej organizacji pozarządowej i często występuje w telewizji. Koledzy Colina, widząc jego ojca od razu wiedzieli, że są spokrewnieni, bo 'to niesamowite podobieństwo'. Na co ja stwierdzam, że dla mnie wszyscy Chińczycy są jak bliźniacy. Colin się śmieje, a ja drążę temat: 'Jak wchodzisz do nowej klasy, nowej szkoły, poznajesz mnóstwo nowych ludzi, nie masz wrażenia, że już ich gdzieś widziałeś? Nie mylą ci się?'. Colin ze śmiechu leży na naszej kuchennej podłodze (nie tak znowu czystej!) i wydusza z siebie, żebym spróbowała przyjrzeć się chińskim żołnierzom. 'Oni są jak kopie!'. Ten sam Colin uczy mnie pisać podstawowe słowa w języku chińskim. Szybko zaprzestaję kolejnych prób, buntuję się, te znaczki są przecież 'niewyrysowalne'! A Colin znów się ze mnie śmieje: 'Przypominasz mi siebie, jak byłem mały, a ja to moja mama, która siedzi nade mną i każe mi je powtórzyć od nowa!'. Hiszpańscy znajomi przygotowują przepyszny tradycyjny omlet z ich kraju z okazji moich urodzin. Mercedes (to wcale nie nazwa marki samochodu tylko stare, hiszpańskie imię) piecze specjalnie dla mnie czekoladowo-piernikowe ciasto i na wierzchu lukrem wypisuje 'Kasia'. Jestem urzeczona i wzruszona, nie mogę się nadziękować!
 Przed urodzinami przychodzi do mnie do pokoju Tamal, hinduski kolega Meeta i klęcząc na jednym kolanie udaje, że mi się oświadcza. Oczywiście, bez wahania przyjmuję jego propozycję (tym bardziej, że powiedział mi, iż własnością jego rodziny jest fabryka biżuterii w Indiach) i ustalamy datę ślubu na następny dzień. Robimy pamiątkowe zdjęcie i zapraszamy wszystkich na wesele! Tamal snuje plany (na podstawie komentarza jakiego udzielił na moim profilu na facebooku): 'Impreza będzie się składać z dwóch części - jedna w akademikach, druga w Indiach, a może być i trzecia w Polsce. Jesteśmy przecież tak szczęśliwi, że chcemy świętować w każdym zakątku świata!'. Kilka godzin temu się dowiedziałam, że on naprawdę organizuje tę imprezę w akademiku, i to już w najbliższy wtorek! Ahaaa, czyli czeka mnie moje ;Pierwsze, wielkie hinduskie wesele'!
Jak ja teraz wrócę na Święta do domu z tylko czworgiem stałych mieszkańców? Jak zasnę bez głośnej muzyki zza ściany? Jak rano zjem śniadanie we wręcz sterylnym środowisku? I? czy nie umrę z tęsknoty za moimi międzynarodowymi Przyjaciółmi?!
Kaśka Nowak |