Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Praca i pieniądze arrow Wakacyjna praca
 
 
Wakacyjna praca Email
Oceny: / 4 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Administrator   
06.12.2011.

Noce w nadmorskim barze

ImageGodzina dziewiąta rano. Najwyższy czas, aby iść spać. O wcześniejszej porze nie ma mowy – 40 wakacyjnych nocy przeznaczyłem na pracę, którą zaproponowano mi już wiosną.  

Pod koniec czerwca zjawiłem się w Karwi, małej miejscowości niedaleko Władysławowa nad Bałtykiem. Moje obowiązki polegały głównie na pilnowaniu baru typu fast food i smażalni ryb od godz. 23 do 9 rano. Cały obiekt zlokalizowany blisko plaży może obsłużyć na raz 80 osób i funkcjonuje tylko w sezonie.

Przez pierwsze cztery godziny miałem luz, mogłem surfować po Internecie i rozmawiać ze znajomymi na Fb. Potem przychodził czas na najgorsze zadanie, czyli obieranie 24 kg ziemniaków. Około piątej zabierałem się za zamiatanie i szorowanie podłóg w kuchniach. Po szóstej zwalczałem senność szatkowaniem kapusty i zamiataniem baru. Od siódmej czekałem już tylko z niecierpliwością na dziewiątą.

Bywało, że nocną monotonię przerywali podchmieleni goście, którzy za wszelką cenę chcieli dostać się do zamkniętego baru i coś zjeść. Takie spotkania różnie się kończyły, czasami nawet drobnymi usterkami w konstrukcji baru, np. zerwaną plandeką. Groźba telefonu na policję skutecznie likwidowała wszelkie problemy.  

Bar był na otwartym powietrzu, posiadał jedynie zadaszenie, więc odwiedzały nas także różne zwierzątka, od komarów, przez żaby (dużo żab), ślimaki, aż po koty i psy. Kiedyś przed świtem zaniepokoił mnie głos brzmiący jak płacz dziecka. Trochę się przestraszyłem, lecz okazało się, że to jakiś biedny kot przysiadł w kącie baru i żałosnym głosem domagał się śniadania.  

Najgorsze w tej pracy było przestawienie się na tryb nocny i odsypianie w ciągu dnia, ale rekompensowały to zarobki. Za 40 nocy spędzonych na wybrzeżu przywiozłem do Krakowa ok. 2400 zł. Wyżywienie oraz zakwaterowanie miałem gratis.  

Wojciech K. Markiewicz (III klasa, X LO, w Krakowie)  

Plusy:    

 + dość dobre wynagrodzenie

+ możliwość nawiązania nowych kontaktów

+ wolny czas od godz. 9 do 23

 Minusy:

 - konieczność przestawienia zegara biologicznego na życie nocne

- męczące wizyty pijanych wczasowiczów

- system pracy bez dnia przerwy

 

Tu liczą się napiwki

Przez wakacje pracuję jako kelner w restauracji, w centrum Krakowa. Trafiłem tam w najprostszy z możliwych sposobów – rozniosłem swoje CV do lokali przy Rynku i czekałem na telefon. Następnego dnia otrzymałem zaproszenie na dzień próbny. Polega on na tym, że po krótkiej rozmowie rekrutacyjnej (pytania o doświadczenie i znajomość języków obcych) rozpoczyna się obsługiwanie gości. Następnie menażer decyduje o przyjęciu lub też nie.

Pracę kelnera umożliwia mi zarobienie pieniędzy na przyszły rok akademicki. Moim najważniejszym obowiązkiem jest obsługa klientów restauracji. W dobie społeczeństwa konsumpcyjnego i zasady „klient - nasz Pan” muszę zrobić wszystko, aby nasi goście wychodzili zadowoleni, a co ważniejsze, z chęcią powrotu i polecenia tej restauracji znajomym. Dodatkowo muszę sprzątać lokal, szczególnie nienawidzę soboty, kiedy mamy generalne porządki.

Image 

Zarabiam 6 zł na godzinę. Do tego dochodzą napiwki, które zależą od dnia, klienteli oraz pogody. W dobrym miesiącu jestem w stanie wyciągnąć około 1500-2000 zł z samych napiwków. Pracuję sporo, 5-6 dni w tygodniu po 13-14 godzin. Praca jest powtarzalna i monotonna. Zdarzają się jednak zaskakujące sytuacje. Raz obsługiwałem małżeństwo, które wybierało się do teatru. Niestety, gołąb zabrudził nie tylko fryzurę pani i ubrania państwa, ale także ich jedzenie. Jak zawsze w takiej sytuacji kelnerzy mówią „to na szczęście”, a na zapleczu jest mnóstwo śmiechu.

 Kamil Wiatr (V rok dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UJ)  (AG)  

Plusy:

+ dobre zarobki, szczególnie z napiwków

+ ćwiczenie znajomości języka angielskiego

+ poznawanie nowych ludzi

+ trening cierpliwości

 Minusy:

– powtarzalna i monotonna praca

– męczący i niemili klienci

 

Kwiaty pachnące pieniędzmi

 Patrycja Figura, studentka zarządzania zasobami ludzkimi na UJ, podczas wakacji pracowała w Holandii, w Almere niedaleko Amsterdamu.

 – Zajęcie przy pielęgnacji kwiatów pomogła mi zdobyć przyjaciółka, która wyjeżdża tam co rok. Powiedziała, że jestem jej kuzynką i że mam doświadczenie w tego typu pracy – uśmiecha się Patrycja. – Miała chyba na myśli podlewanie kaktusów w moim pokoju, które i tak więdną!

Image 

Do pracy jeździła na 6 rano rowerem. Na początku zajmowała się patyczkowaniem (wbijaniem przez 8-10 godzin dziennie patyków do doniczek i spinaniem ich klipsami). – Obowiązkową normę stanowiło 120 doniczek. Po dwóch tygodniach doszłam do wprawy i moja norma wynosiła 150. To był błąd – twierdzi Patrycja. – Dostałam awans w dziale pakowania kwiatów w celofany. Zadanie nie wydawało się trudne, ale trzeba było wykazać się niezwykłą delikatnością i ostrożnością. Każdy rodzaj orchidei pakowało się w inny sposób: inne etykiety, różny rozmiar celofanu, oddzielne miejsca w magazynie itd. Nie było łatwo.  

Patrycja podkreśla, że cały czas motywowały ją zarobki.

  – Myśl, że pracuje się za 7 euro/h i że po 2 miesiącach przywiezie się do Polski ok. 6-7 tys. zł dodawała wszystkim sił. Niestety, tam gdzie pracowałam Polacy byli traktowani jak osoby najgorsze i najgłupsze – wspomina Patrycja.  

Ale mimo ciężkiej pracy i niemiłego traktowania, przywiozła z Holandii więcej pozytywnych wspomnień niż tych złych, przede wszystkim ze względu na wycieczki. – Miałam wolne weekendy, które spędzałam jeżdżąc na rowerze po okolicy. Zwiedziłam też cały Amsterdam.  

Agata Olejniczak

  Plusy:

+  wysokie zarobki

+  ćwiczenie znajomości języka angielskiego

+  poznawanie nowych ludzi

+  wycieczki

 Minusy:

– męcząca i monotonna praca

– złe traktowanie Polaków

– praca bez możliwości zdobycia doświadczenia związanego ze studiowanym kierunkiem  

 

11 godzin milczenia

Ogłoszenie na popularnym portalu zachęcało: dom towarowy w Krakowie poszukuje pracownika ochrony osób i mienia. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej dyrektor agencji ściskając w gratulacyjnym geście moją dłoń stwierdził, że ta praca to „najlepsze co mogło mnie do tej pory spotkać”.  

Wkrótce w skromnym pomieszczeniu socjalnym sklepu założyłem ochroniarski mundur i odnotowałem początek zmiany w tzw. dzienniku zdarzeń. Zapisuje się w nim godziny przyjścia i wyjścia z pracy, złapanych złodziei oraz znaleziony przy nich towar, interwencje innych służb mundurowych itp. Przede mną 11 godzin dreptania po hali i uważnego lustrowania klientów w poszukiwaniu potencjalnych złodziei.  

Image 

Po kilku dniach przekonałem się, że do kradzieży zdolny jest prawie każdy człowiek – niezależnie od grupy wiekowej czy stanu posiadania. Większość tych nieuczciwych klientów zwykle nie przejmowała się ani mną, ani kamerami, pakując towar prosto do siatek lub kieszeni. Ze sklepowych półek znikały najczęściej kosmetyki i... słodycze. W ciągu tygodnia na gorącym uczynku przyłapywałem kilku złodziei. Nierzadko miałem wyrzuty sumienia przy zatrzymywaniu bezdomnych, chcących się po prostu najeść.

Do fizycznego zmęczenia można się przyzwyczaić, mimo że nie wolno tu nawet na chwilę oprzeć pleców, choćby o regał. Bardziej martwiło mnie, że przez cały czas obsługa nie odzywa się do siebie, wyłączając krótkie i szorstkie komendy dotyczące spraw służbowych, takie jak „obserwuj tego w zielonej koszulce”, lub „podaj mi te niebieskie papierosy”.  

Pracownicy są bezosobowi, mechanicznie wykonują swoje czynności, jakby wyłączali proces myślenia. Codziennością były też niechętne spojrzenia i niewybredne komentarze kupujących.   

W godzinach nocnych intensywnie wzrastała liczba nietrzeźwych i agresywnych, skłonnych do wszczynania awantur klientów.

 Psychiczne obciążenie związane z podejmowaniem interwencji wobec ludzi, którzy ukradli chleb, lub ryzykowane konfrontacje z pijanymi klientami były dla mnie niewarte 7 zł/h. Po miesiącu zrezygnowałem. Zarobiłem 1200 zł za 170 godzin pracy.  

Marcin Świebocki  (student politologii na UJ).  

 Plusy:

+ nie zauważyłem

 Minusy:

– umowa zlecenie

– zarobki

– stałe narażenie się na obelgi, a nawet na uszczerbek zdrowia

– praca dwuzmianowa po 11 godzin  

 

 
następny artykuł »
 
Top! Top!