|
Co to jest Culture Jamming? Coś z kulturą i dżemami? - słyszę często od znajomych, którym mówię, że w tym semestrze mam taki przedmiot na uniwersytecie. Uśmiecham się wtedy i odpowiadam: - Nie, to sposób postrzegania kultury i interakcji z nią, szczególnie z pop kulturą i środowiskiem konsumencko-reklamowym. Zwolennicy tego społecznego ruchu sprzeciwiają się wysokiej konsumpcji obecnej w krajach rozwiniętych. Współczesną kulturę można uwielbiać, nienawidzić, można korzystać z jej uroków albo protestować przeciwko niej i odrzucać wszystko, co z nią związane, ale trudno pozostać wobec niej obojętnym. Osobiście zaliczam się do jej zwolenników, studiuję (upraszczając, do czego za chwilę wrócę, ale i oglądam) telewizję, świetnie bawię się na amerykańskich superprodukcjach i nie gardzę wyrafinowanym kinem francuskim i hiszpańskim.
W tym miejscu wracam do uproszczenia z poprzedniego akapitu i przytoczę słowa jednego z moich angielskich profesorów (mojego ulubieńca, tak nawiasem mówiąc!). Na wykładach na pierwszym roku często pytał się pierwszego lepszego studenta: - Co studiujesz? Zaskoczona osoba, po chwili wahania odpowiadała niepewnie: - Telewizję?. A Ian dalej drążył: - Czym zatem jest telewizja? Wtedy zwykle padało szybkie: - Rozrywką! A zatem - dopytywał profesor - co studiujesz? Uradowany student, przekonany, że powie jeszcze tylko jedno słowo i wykładowca w końcu da mu spokój, triumfalnie ogłaszał: Rozrywkę! Wtedy Ian patrzył na niego zmrużonymi oczami i kpiąco zaprzeczał: - Nie! Wy studiujecie PRZEMYSŁ rozrywkowy! I ciągnął: - A przemysł rozrywkowy to pieniądze. A pieniądze to władza! Więc studiujecie władzę! - triumfalnie kończył swój wywód, kilkakrotnie powtarzany na różnych zajęciach. Te słowa dobrze zapadły mi w pamięć i chyba mogę dziś przyznać, że w dużym stopniu ukształtowały moje podejście do studiów i do mojej przyszłości. Dziś nie wstydzę się przyznać: - Tak, inspiruje mnie kultura masowa. Tak, w przyszłości chcę robić projekty wysokobudżetowe, skierowane do szerokiej publiczności. Jednak to, że lubię kulturę popularną, wcale nie oznacza, że zgadzam się z wszystkimi jej założeniami. A dokładniej - uważam, że współcześnie ludzie za dużo kupują, chcą coraz więcej zarabiać, a zapominają o najważniejszych wartościach jak rodzina, miłość czy przyjaźń. A przecież właśnie ich - czyż nie najcenniejszych? - nie da się kupić! I mój film, który zrobiłam w tym semestrze, stara się o tym przypomnieć. Promuje on ideę Dnia Bez Zakupów, wymyślonego przez Teda Dave'a w 1992 roku w Vancouver. Dzień Bez Zakupów to w USA tzw. "Black Friday", czyli piątek po Święcie Dziękczynienia, kiedy Amerykanie tradycyjnie już rozpoczynają sezon zakupów z okazji Świąt Bożego Narodzenia (tak, to właśnie wtedy amerykańskie sklepy odnotowują rekordowe zyski, a ludzie wręcz tratują się szukając najlepszych promocji - liczne filmiki z "materiałem dowodowym" dostępne w internecie). W Europie Dzień Bez Zakupów obchodzi się dzień później. Ideę tego "święta" popierają również zwolennicy Culture Jamming, dlatego uczyłam się o nim na zajęciach. I jako projekt końcowy postanowiłam zrobić swój własny "Buy Nothing Day". Czy to tylko przypadek, że w tym roku wypadł w moje 22. urodziny? |